Autor Wątek: Arena Systemu M.E.S.M.E.R.  (Przeczytany 783 razy)

Marzec 07, 2018, 08:29:22 pm
Przeczytany 783 razy

Draggurri

  • Information
  • Kandydat
  • Wiadomości: 15
    Arena Systemu M.E.S.M.E.R.
    ♫♫♫
   




   Wejście na arenę w dalszym ciągu pozostawało zamknięte i do jego otwarcia potrzebny był specjalny klucz potwierdzający uprawnienia do poruszania się po tym terenie. Zabezpieczenie było rzecz jasna magiczne i nigdzie nie było żadnego zamka. Szczęśliwy posiadacz klucza po prostu nie był odpychany na kilka metrów w tył przy próbie przekroczenia macicznej tarczy. Możliwe było także wejście kilku osób naraz z tylko jednym kluczem, gdyż przez po przepuszczeniu dowolnej osoby owe "drzwi" pozostawały jeszcze otwarte przez krótką chwilę. Mając jeden klucz z odpowiednimi uprawnieniami, można było stworzyć dodatkowe, gdy wiedziało się, jak to zrobić, choć oczywiście w momencie unieważnienia klucza nadrzędnego wszystkie stworzone na jego podstawie automatycznie również zostałyby unieważnione.

   Przed wejściem od czasu do czasu pojawiał się pan Miauczek — niewielki, niebieskawy golem z kocimi uszami — żeby sprawdzić, czy ktoś przypadkiem tam nie czeka.

   Na samej arenie dalej widać było ślady zniszczeń spowodowanych ostatnią awarią Systemu M.E.S.M.E.R. choć z biegiem czasu golemy robiły tutaj coraz większy porządek i oto tak w części areny rosła niezbyt duża kupka gruzu, który wcześniej w większych bądź mniejszych ilościach był porozrzucany po niemal połowie areny, a kawałek dalej, na trybunach, leżała sterta złomu pochodzącego z magicznych urządzeń, porozkręcanych i wymieszanych do tego stopnia, że ciężko było powiedzieć, jak wcześniej wyglądały maszyny wchodzące w jej skład.

   Z górnej części areny, gdzie w obszernym pomieszczeniu znajdowało się serce całego Systemu M.E.S.M.E.R. dochodziło miarowe, niezbyt głośne buczenie pracujących arurańskich komputerów oraz nieco głośniejsze trzaskanie awaryjnego generatora zasilania. Czasami również dobiegał stamtąd wysoki głos Draggurii wydającej polecenia pracującym nad uprzątaniem areny golemom o uroczych imionach Pat i Mat.

   W przeciwieństwie do dolnej części areny, gdzie panował coraz większy porządek, w centrum sterowania było coraz więcej bałaganu. Dostępne powierzchnie płaskie w coraz większym stopniu były zajmowane przez porozrzucane kartki, książki z dokumentacją oraz liczne, niewielkie elementy, z których zdecydowana większość wyglądała na przepalone. Owe części wymontowane z wszechobecnych tu maszyn były często do siebie podobne, co pozwalało sądzić, że są to powszechnie używane i łatwe w wymianie dla kogoś, kto często się tym zajmuje. Tym bardziej, że przy wejściu stało kilka sporych pudeł wypełnionych rzeczami do nich podobnymi, od których tchnęło nowością.

   W dowolnym momencie spośród wszystkich podsystemów w pokoju przed areną nigdy nie było uruchomionych więcej niż jedna piąta tych, nad którymi mała asurka akurat z zapałem pracowała. Tylko na tyle bowiem pozwalał system awaryjnego zasilania. Północna ściana pomieszczenia była jedyną widoczną niemal w całości, gdyż wszystkie pozostałe były szczelnie pokryte różnymi (nie zawsze akurat włączonymi) ekranami, światełkami, konsolami, zębatkami, czujnikami bądź szafami przełączników. To sprawiało, że nie trudno było się domyślić, z którego miejsca w pokoju pochodzi w większości leżąca niżej na trybunach sterta złomu, tym bardziej, że północna ściana była w wielu miejscach pokryta sadzą i popękana.

   Właśnie w tym górnym pomieszczeniu, najczęściej przebywała Draggurri...



« Ostatnia zmiana: Październik 05, 2018, 06:18:06 pm wysłana przez Warden Mathre »

Kwiecień 21, 2018, 10:55:39 pm
Odpowiedź #1

Draggurri

  • Information
  • Kandydat
  • Wiadomości: 15
Późnym wieczorem Draggurri wróciła na arenę po całym dniu nieobecności. Za nią na obiekt weszły dwa pomocnicze golemy — Pat i Mat — oraz jej golem-asystent — pan Miauczek. Na samym końcu leniwie lewitował pół metra nad ziemią magiczny wóz po brzegi wypełniony zamkniętymi skrzyniami.

Kiedy tylko znaleźli się przy trybunach, Asurka siadła ciężko na jednym z nich, a przynajmniej spróbowała to zrobić. Idioci, którzy sto lat temu budowali to miejsce, ewidentnie nie przygotowali go do użytkowania przez rasy, które miały większą proporcję wiedzy do wzrostu. Bezsilna wobec tego faktu Draggurri musiała się więc zadowolić kawałkiem powierzchni przed trybunami, na którym położyła się, zrzuciwszy pełen kabli worek ze swoich pleców. Golemy stały kilka metrów dalej, przyglądając się jej.

To nie dla mnie. — jęknęła Draggurri, która po prawie całym dniu marszu nie potrafiła zlokalizować żadnego nieobolałego fragmentu swojego maleńkiego ciała. — Miejsce geniusza jest w laboratorium, gdzie może prawdziwie się rozwijać, a nie na czele karawany na jakimś zadupiu. — poskarżyła się pustej arenie. Odpowiedziała jej kojąca cisza, więc zamknęła na chwilę oczy.

Nie wytrzymała jednak zbyt długo i po chwili zaczęła w myślach wyliczać wszystkie rzeczy, które powinna teraz zrobić — wysłać tej czerwonowłosej kobiecie (chyba nazywała się Kaeiles) informację, że zasilanie już dotarło i trzeba zapłacić dostawcom części; później rozpakować to wszystko wypakować; podłączyć tyle na ile starczy kabli; kupić więcej kabli (w tym momencie wszystko zabolało jakby nieco mocniej); podłączyć resztę i w końcu sprawdzić, czy działa. Dopiero wtedy będzie można zabrać się za pisanie nowej wersji systemu, którą planowała zastąpić wcześniej używaną jakiś czas po tym, jak już uda się przywrócić M.E.S.M.E.R-a do normalnego funkcjonowania.

Miauczek, dyktuję! — wydała po chwili polecenie golemowi; nie miała siły unosić ręki i robić tego za pomocą zamontowanego tam terminala, chociaż zawsze głupio się czuła, gdy sterowała swoimi golemami przez polecenia głosowe. Miauczek szybko popędził do Asurki, a ta zaczęła mu dyktować list, który miała zamiar wysłać egzekutorce. Golem sprawnie wszystko zapisywał stawiając precyzyjnymi ruchami litery o wzorcowych kształtach.

Zredagowanie listu zajęło około pół godziny. Oczywiście Draggurri była w stanie zrobić to znacznie szybciej, bo golem wcale nie pisał wolniej, niż się mu dyktowało. Jednak stanowiło to dobry pretekst, by jeszcze przez chwilę nie ruszać się z ziemi. Kiedy skończyła, kazała mu go wysłać, a sama podniosła się przeciągłym z jęknięciem i zgarniając po drodze worek z kablami powoli ruszyła w stronę pata i Mata stojących przy wózku.

Ruszcie się i wypakujcie to. — powiedziała do nich lekko zirytowana; ciągle nie miała siły bawić się z terminalem na ręku. Golemy posłusznie zaczęły rozładowywać skrzynie i przenosić je do pomieszczenia w górze areny, gdzie w jednym z jego kątów usadowiła się asurka, samemu wyciągając i segregując kable z worka.

Kiedy wszystkie rolki przewodów były już idealnie poukładane, a wszystkie skrzynie z wózka przeniesione do pomieszczenia z komputerami, Draggurri podeszła do podłużnej skrzyni i otwarła ją. W środku znajdowało się mnóstwo metalowych płytek, najczęściej bardzo długich, z rozmieszczonymi w równych odstępach dziurami. Z tego miał powstać szkielet, na którym montowane będą pozostałe elementy; kolejna obok kabli rzecz, przez którą zamiast przyjść tu bezpośrednio od Visteriona, musiała jeszcze udać się Wrotami do Czarnej Cytadeli.

Wróciła na moment myślami do wizyty w placówce Visteriona i uśmiechnęła się na wspomnienie dwójki jego asystentów. Kiedy skończy z naprawą systemu faktycznie przydałoby się uzbroić golemy w cokolwiek, a wszystko wskazywało na to, że właśnie głównie tym zajmował się gildijny technolog. Ale najpierw M.E.S.M.E.R... Asurka rzuciła nienawistne spojrzenie kilkukilogramowym elementom, z których należało złożyć rusztowanie i wzięła się do pracy. Golemy podawały i trzymały części, a ona przykręcała je do siebie.

Kiedy szkielet wreszcie był gotowy, musiał być już środek nocy i powieki wydawały się strasznie ciężkie. Przez ostatnie pół godziny pracy Draggurri właściwie starała się nie mrugać, bo miała wrażenie, że nawet zamknięcie oczu na tę krótką chwilę, która z jakiegoś powodu zdawała się być strasznie wydłużona, może spowodować, że zaśnie.

Teraz, kiedy pierwsza cześć pracy była już wykonana, postanowiła pozwolić sobie na kilkunastominutową drzemkę. Ułożyła się w ednym z kątów na kamieniu, który o dziwo wcale nie był twardy i momentalnie zasnęła.

Okazała się to być bardzo długie kilkanaście minut i Asurka obudziła się dopiero koło południa. Nie była zadowolona z faktu, że przespała tyle czasu i czuła się jeszcze bardziej obolała niż poprzedniego dnia (chociaż ciężko sobie wyobrazić, by było to w ogóle możliwe), ale przynajmniej oczy już się jej nie zamykały. Mogła więc kontynuować pracę nad składaniem części modułu w całość, nie czując się już zmęczoną.