Autor Wątek: Ognisko [Kroniki]  (Przeczytany 530 razy)

Sierpień 24, 2017, 10:03:57 am
Przeczytany 530 razy

Kth

  • Cathowl.5824
  • Information
  • Kandydat
  • Wiadomości: 534
  • grammar nazi
     Pewnego dnia w całej Siedzibie zostały rozwieszone karteczki informujące o ognisku organizowanym przez gajowego, Trolla Obieżyświata. Skuszeni przyczepionymi doń kabanosami gildiowicze zjawili się kilka dni później w Ogrodach.

     Wczesnym wieczorem, podczas koncertu świerszczy i żab, goście zaczęli zbierać się w gaiku. Ognisko płonęło pełnym żarem, doprawiane przez gospodarza miłymi dla nosa suszonymi liśćmi i ziołami. Tuż obok stał kosz zapełniony mięsem w przyprawach i kiełbasami, do którego przybyli wkładali również przyniesione przez siebie specjały. Na szafie nieopodal stały zabutelkowane kolorowe "napoje", a w czajniczku pyrkała woda na herbatę.
Kiedy każdy własnoręcznie naostrzył kij do smażenia, rozpoczęła się miła uczta, przerywana jedynie mlaskaniem i rozmowami.
 
     Aż do czasu...

     Zaczęło się od małej inwazji os, które również zechciały pojeść trochę mięsa, przyniesionego przez awijczyków. Podczas gdy większość schowała się w bezpiecznych obłokach dymu, osy skupiły się głownie na Saltcie oraz Veri, jednak każde z nich przyjęło nieco inną taktykę. Podczas gdy Saltantem uciekał, piszcząc ze strachu i chowając się za Kiri, Veri poczęstowała osy mięsem, zyskując dzięki temu pasiastego pieszczocha.

     Po tych epickich starciach, stary asur dodał do ogniska nieco jakiejś dziwnej mieszanki, która, zabarwiwszy dym na zielono, dość skutecznie odgoniła zabłąkane stadko owadów. Sam Troll natomiast powędrował wgłąb ogrodów w poszukiwaniu dodatkowej kory na rozpałkę.
     Dalsza część wieczorku integracyjnego przebiegłaby pewnie dość spokojnie gdyby nie wrodzone zamiłowanie popielców do alkoholów wszelakich. Jako iż trunki przyniesione przez gości niemal się skończyły, Loxley zainteresował się kolorowymi cieczami Trolla, stojącymi na szafce obok. Jeszcze nie wiedział jak drogo będzie go to kosztować... zresztą, nie po raz pierwszy.

     Na granatową ciecz o zapachu portera skusił się oczywiście sam popielec, Ladrian, oraz Zlata. "Trunek" zaiste był smaczny, ale szybko okazało się, że ma również dodatkowe właściwości. Podczas gdy Zlata zaczeła podziwiać dorodne kwiaty rozkwitające na głowie Ravaela, Loxley poczuł nieodpartą chęć pochłonięcia rosnącej wokół trawy. Najpoważniejszą jednak rolę miał Ladrian, który to jako jedyny zauważył, że ognisko pochłania lodowa pokrywa, a awijczykom wokół grozi zamarznięcie! Tuż obok Saltantem rozgrywał własne przygody o sznurówkach i skałach, całkowicie niezwiązane z granatowym porterem, lecz na pewno równie fascynujące. Troll natomiast zajrzał na chwilę do towarzystwa, by upewnić się czy nikt nie ruszał jego kolorowych nawozów z szafeczki obok ogniska...
     
     Na szczęście niedługo potem Ravael zaczął przekwitać, tym samym przestając być kulinarnie atrakcyjnym dla Loxledolyaka, a Zlatę wprawiając tym samym w smutek. Ladrian w międzyczasie znalazł sposób ratunku zamarzniętych awijczyków, choć jego chęć pomocy skupiła się głównie na rozgrzewających uściskach z żeńską częścią grupy.
Gdy wszystko wróciło w miarę do normy, najtwardsi zawodnicy otrzymali jeszcze po całkowicie bezpiecznym piwie od Latharny i powoli zaczęli się rozchodzić. Jedni wrócili do swoich spraw, a inni do karczmy by kontynuować miły wieczór.


Cathowl     ||     Troll Obieżyświat     ||     Sura
Ulya T.     ||     Bonkk

Team Quaggan     |     Team Kebeb


There are no comments for this topic. Do you want to be the first?