Autor Wątek: Światło  (Przeczytany 512 razy)

Wrzesień 16, 2017, 12:27:08 am
Przeczytany 512 razy

Subortis

  • RapName.9315
  • Information
  • Kandydat
  • Wiadomości: 506
Grupa Aiwe licząca cztery osoby, strażnika Rhegeda, nowicjusza Marin, główną medyczkę Ereltane, na czele z radnym Ravaelem przybyli na wyznaczone miejsce, nazywane przez wielu "schronieniem". Nie bez powodu dostało taki przydomek, sily Vigilu, Szeptów, Durmandów stacjonowały tam wspólnie odpierając resztki sil Zhaitana, widocznie sprawnie im to wychodziło. Po dotarciu grupa zostala przywitana przez pewnego asure który okazał się zastępcą Gardina Swordsina, aktualnie on brał piecze nad tym miejscem, Po krótkiej wymianie zdań i poznania się nawzajem nastąpily szczegóły. Drużyna dowiedziala się że sławny Gardin kierował się do katedry ciszy... głównej światyni Grentha, mieli przed sobą spory kawałek. Jak się później okazało nie mieli podróżować sami, została im powierzona mała armia w wielkości 100 piechoty oraz dwóch golemów, 40 tarczowników, 20 wojowników z dwuręczną bronią, 10 sztyletników a resztę stanowili strzelcy i łucznicy. Wiadomym była że droga nie wyglądala na krótką, asur wsazał palcem cały jej przebieg. Jednakżę po chwili okazalo się, żę mają dsotać się do obozu w tamtych rejonach za pomocą helikopterów, po krokiej wymainie zdań o obranej taktyce i tym że artefakt zasili kolekcje, niebo zapełniły te urządzenia, aiwe ruszyło jako ostatnie z pilotem. PO dotarciu na miejsce ujrzeli swoją armię, jednak nie tego oczekiwali, widzieli ludzi zmęczonych walką i życiem, z brakiem determinacji czy choćby chęciążycia, byli załamani po śmierci ich dowódcy. Ravael wziąłsprawy w swoje ręce, nie bez powodu zresztą dostał miano radnego Aiwe, po jego krótkiej przemowie motywacyjnej, cała armia już w zwartym szyku ruszyła we wskazane miejsce, aiwe postanowiła być na samym końcu formacji. Bezproblemowo przepłynęli wode swoimi łodziami po dordze zabili bez żadnych strat parenastu pojedynczych ożywieńców. Kilka godzin zajęła im podróż do katedry, gdy tam doszli zauważyli nad sobą dominującą posturę Grentha, oraz dziwne silne uczucie panującej tu magii, jednak o dziwo wszędzie panowałą cisza. Gdy weszli do środka zauważyli o dziwo to co pewnie było ich celem, niebieski klejnot mieszczący się w objętośći dłoni posągu boga śmierci Grentha znajdujacego się w samym centrum wielkiej sali, gdzie pewnie wcześniej oddawano mu cześć. Bariera nadana przez Gardina otaczała całą statuę dzięki czemu całą sala była oświetlana piorunująco oślepiającym blaskiem, jednak to nie było wszystko... grupa czuła czyjąć obecność, jakieśszuranie na ścianach, jakieś ciche odgłosy. Przed posągiem stalą postać w złotej zbroji wpatrująca się w artefakt, było to naprawdę czyste zloto i dumnie się reprezontowało do czasu asz ktoś krzyknął: Przecież to nasz dowódca Gardin Swordsin! - w tym czasie wojownik się obrócił ukazując swoje nieumarłe i przeklęte oblicze, zaczęłą od niego emanować energia mroku , a piekielnie głośny pisk wydal się z jego strun głosowych był tak mocny, że większość armi musiałą zasłonić swe uszy w tym najbardziej mogła ucierpieć nie widoma Marin, której słuch był najabrdizej wyczulony ze wszystkich obecnych. Przed Gardin z ziemi wyłoniła sie jego zbrojna nieumarła armia w wysokośći 50 "ludzi", ze ścian zaczęli wylaniać się nieumarli schodząc po nich niczym pająki chcac atakowaćarmię z każdej stron,malo tego z cialą Swordsina jakby wylecialy trzy upiory, które zaczęły inkatować tajemnicze słowa w miejscu gdzie była bariera chroniąca artefakt, przy Swordsinie pojawiłsię również "sztywny". Rozpoczęla się bitwa... Ravael ruszyljako pierwszy będąc na samym końcu swojej armi nagle pojawiłsię na końcu wrogiej armii blisko jednego z upiorów do ktorego cisnął swoim cienistym sztyletem, jednakże tym samym stał blisko epicentrum wrzasku, poczuł jak jego bębenki przechodzą terror, a jego słuch zaniknąl przez jakiśczas zastapiło jedynie szumienie, pocisk jednak nie osięgnąłcelu gdyż w tym czasie Swordsin zablokował wlasnym ciałem nóż który jedynie odbł się od jego pozłacanej zbroji, jednak tym samym przestał drzeć ryja. śladami radnego ruszył Rheged, który obrał sobie za cel dwóch wrogów do walki "sztywnego" oraz upiora, wytworzył trzy ostrza dwa z nich ruszyly w strone nieuamrłęgo który skutecznie odpierał je swoimi toporami, upiór został jednak zraniony, a czarny pył unosiłsię z rany jak odzwierciedlenie krwi. Marin wytworzyła nad wrogami deszcz meteorytów co okazało się trafieniem w dziesiątke ale kosztowało ją do mnóśtwo energii. Walka trwała, przez chwile nieumarli zyskali przewagę, jednak dzięki skuteczności bojowej Ravaela, zaciętości Rhegeda oraz przejęciu dowodzenia przez Marin skutecznie udalo sięim pokonać. Po zabiciu Swordsina dzięki silnemu uderzeniu Ravaela w formie demona, reszta nieumarłych zamieniła się w kupkę kości, a bariera którąstworzył za życia uległa samodestrukcji, jego dusza zaznala spokoju a to byl jego ostatni podarunek dla Tyrii. Warto zaznaczyc, że podczas walki Rheged zostal ugryziony przez przepołowionego "sztywnego" w jego ciało wdało się splugawienie, a że Ereltana zostałą w obozie by ewentualnie zając się rannymi nie miał żadnego wsparcia. Z całej armi pozostalo o dziwo wiele 70 piechoty oraz dwa golemy przetrwały całą batalię. Okazało się żę artefaktem jest "Łza Dwayny" przedmiot który leczył splugawienie z ciał, ziemi, był czystą światłością w formie, co jednak on robil w świątyni grentha skoro należał do Dwayny? Ravael wykonał kilka pięczeci, widział żę artefakt nie jest w pełni nałądowany, być może przez aure tego miejsca albo samej osoby która sięnim poslugiwała. Jednak to wystarczyło by uleczyć Rhegeda ze splugawienia, jednak kryształ bardziej poblakł, Żołnierze ruszyli po cialo swego dowódcy by godnie go pochować wśród Divinity. Wszyscy byli zmęczeni cała walką, szczególnie Aiwe które pokazalo kilka asów ze swojego rękawa i tym że nie są kimś słabym, Ravael chciał aby wszyscy ruszyli do wyjścia i udai się do obozu by wrócić później do domu... jednak jak na ironie po tych słowach zobaczyli jak sufit nad nimi się kruszy, a kilkanaście kamieni i kamyczków opadło na ziemię, nie robiąc nikomu krzywdy. Wszyscy uslyszeli przeraźliwy ryk, coś wielkiego usiadlo na zewnatrz na świątynie i ryczało niczym bestia z koszmarów... wszyscy zamarli i czekali na dalszy rozwój wydarzeń..

Spoiler
MG: Subortis
Uczestnicy: Ravael, Rheged, Erel i Marin
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 16, 2017, 12:33:25 am wysłana przez Subortis »


There are no comments for this topic. Do you want to be the first?