Autor Wątek: Stawka większa niż życie.  (Przeczytany 592 razy)

Grudzień 09, 2017, 07:12:38 pm
Przeczytany 592 razy

Penturion

  • Pentruion.2697
  • Information
  • Kandydat
  • Wiadomości: 304
  • "Kto często działa z zaskoczenia, często wygrywa."
    • Karta Postaci
69. dnia sezonu kolosa w karczmie Szept Dziewicy miał odbyć się wieczór hazardu. Ruletka miała się kręcić, kości brzęczeć o stół, a karty trafiać do rąk i wywołać frustrację przegraną, albo radość zwycięstwa. Ostatecznie impreza miała zakończyć się turniejem pokera, którego zwycięzca miał otrzymać główną nagrodę. Szczerozłotą talię kart wykonaną przez najwybitniejszych rzemieślników i wartą 1500 złotych monet. Ponadto można było wziąć udział w loterii i wygrać równie ciekawe nagrody. Ogłoszenie o tym wydarzeniu znalazło miejsce również na tablicy, na Awijskim placu.
Pod ogłoszeniem podpisała się piątka Awijczyków, którzy postanowili się zrelaksować w karczmie i oddać pokusie szybkiego zysku nakrapianego nie lada ryzykiem straty. Ci, którzy złożyli podpisy otrzymali imienne zaproszenia, upoważniające do wejścia na teren imprezy bez uiszczania opłat.
Warden wraz z Latharną i Khutefem spotkali się na głównym placu siedziby gildii. Oczekilwali chwilę na Nattiego i Yokuruichi. Ci jednak nie zjawili się. Spotkał ich jednak Popielec, który niedawno dołączył do bractwa. Nassan, bo tak było mu na imię dowiedział się, że grupa wybiera się na wieczór hazardu. Postanowił ruszyć z nimi. Udali się razem przez drogowskaz. Znaleźli się niedaleko Rurikton, gdzie mieściła się oberża. Po drodze na miejsce imprezy napotkali Shapogataara, który również postanowił się do nich przyłączyć by wziąć udział w wydarzeniu i spróbować swojego szczęścia.
Awijczycy ustawili się w kolejce, która powoli przesuwała się do przodu. Do środka wpuszczano persony po okazaniu zaproszenia, oraz przeszukaniu w celu rozbrojenia gości. Niewielu jednak z nich miało broń. Dopiero grupa naszych bohaterów wyglądała nieco bardziej jakby szli na wojaczkę prawdziwą, a nie w psychologiczną batalię nad kartami i drinkiem. Personel ochrony wezwał w końcu Wardena Mathre. Ten okazał zaproszenie, został przeszukany i poproszony o złożenie miecza. Egzekutor wyciągnął miecz i podał go Ochroniarzowi, ale oręż rozpłynął się w powietrzu pozostawiając jedynie lekkie chłodne powietrze i delikatne mrowienie. Pracownik był nieco zdziwiony tym, co właśnie się wydarzyło. Również dziwił go nietuzinkowy strój strażnika. Ten nie był w surducie, garniturze czy płaszczu. Był w płytowym pancerzu wykutym z deldrimorskiej stali. Pracownik zastanawiał się czy wpuścić Wardena. Przekonały go jednak słowa strażnika, oraz to, że chyba kojarzył go. Nie dał jednak tego po sobie poznać, bo wiedział, że wymagany jest od niego pełen profesjonalizm, a nie pogaduszki z potencjalnymi znajomymi. Kolejno wpuszczono Latharnę, która również okazała zaproszenie i oddała swoje miecze. Kobieta była ubrana bardziej stosownie do sytuacji od swoich kompanów. Miała na sobie elegancką suknię, a jej maska nadawała ciekawej dozy tajemniczości. Kolejny został przeszukany Khutef. Ten również miał zaproszenie i został wpuszczony po dokładnym przeszukaniu do środka.
Pozostali jedynie Nassan i Shapogataar. Popielec podszedł na wezwanie do bramkarza. Niestety nie miał on zaproszenia. Ochroniarz poinformował go, że wstęp do karczmy będzie możliwy po uiszczeniu minimalnej kwoty 5 złotych monet. Opłata miała zostać przeznaczona na wsparcie domu dziecka w Divinity’s Reach. Ponadto Popielec musiał również wpisać się na listę osób wpuszczonych bez przepustki. Charr wyjął mieszek i począł w nim grzebać. Po chwili wyjął 5 złotych monet i wrzucił do puszki na datki. Podpisał się również w notesie pierwszego ochroniarza i podszedł do drugiego. Tam został rozbrojony i przeszukany. Otrzymał również podpisany dokument świadczący o przyjęciu przez Szept Dziewicy od Popielca datku na dom dziecka. Druga, identyczna kopia pozostała w rękach pracownika. Ostatni w kolejce był Shapo. Niestety odmówił on złożenia broni, przez co ochrona nie mogła go wpuścić do środka. Mężczyzna mimo to wrzucił do puszki 10 złotych monet.
W środku było jeszcze spokojnie. Stoły nie były jeszcze przygotowane do gry. Nagle jednak okna zasłoniły się a z głośnika zawitała muzyka, po której usłyszeć zdało się słowa konferansjera. Głos witał zebranych i zachęcał do spróbowania swojego szczęścia. Powietrze przepełnił zapach rozpylonych przez pracowników delikatnych perfum. Zapach orchidei z nutą kokosa i kakao wypełnił nozdrza obecnych. Dookoła kręciły się kelnerki, które nosiły na złotych tacach drinki nalane do kryształowych kieliszków. Przy stołach pojawili się również krupierzy.
Awijczycy chodzili po karczmie. Część rozkoszowała się alkoholami. Khutef postanowił spróbować sił w Black Jacku. W tym czasie Latharna udała się do stołu z ruletką. Szczęście jednak nie jest dla wszystkich i jak nekromancie udało się wzbogacić o pięć sztuk złota, tak mesmerka niestety, ale odeszła od stołu nieco na minus.
Minęło nieco czasu, kiedy nagle obsługa zaczęła zapraszać do pomieszczenia obok. Szykował się pokerowy turniej. Gwóźdź całego wieczoru. Do turnieju krupier, poprosił 4 osoby z obecnych. Khutef wystąpił jako pierwszy. Możliwe, że podekscytowany tym jak dobrze mu szło w „oczko”. Zaraz za nim zgłosiły się dwie kobiety. Jedna w złotej sukni. Druga w czerwonej. Czwartej osoby nie było. Krupier, który był Sylvarem zaczął szukać oczami po zebranych wyraźnie skupiając wzrok na Awijczykach, ale Ci nie zrozumieli aluzji, albo nie chcieli zrozumieć. Sylvari nie poddawał się jednak. Zaczął zapraszać ich personalnie. Żaden jednak nie zgodził się zasiąść przy stole. Musiał rozpocząć turniej z jednym brakującym graczem.
Zanim jednak miało to nastąpić ogłoszono zwycięzców loterii. Niestety żaden Awijczyk nie wziął udziału w loterii. Nagrody w postaci karnetu do SPA „Oaza Bohaterów”, Vipowska przepustka do karczmy Szept Dziewicy i czek bankowy na 500 złotych monet przypadły nieznajomym nazwiskom.
Rozpoczął się w końcu turniej pokera. Miała być to odmiana Krytan Hold’em z klasycznym układem sił. Khutef zasiadł z przy turniejowym stole z damami i po objaśnieniu zasad przeszli do rozgrywki. Sylvari rozdawał kardy. Gracze obstawiali sztonami, które dostali za wpisowe. Khutef zauważył dyskretne mrugnięcie oka w jego stronę od krupiera. Po pierwszych dwóch rundach Khutef zdruzgotał konkurentki i miał niemal wszystkie żetony. Kobieta w czerwonej sukni postanowiła zrezygnować i odeszła od stołu. Nekromanta i kobieta w złotej sukni pozostali sam na sam w ostatecznym pojedynku. Możliwe, że aby mieć szansę na wygraną, albo żeby podkręcić atmosferę kobieta zaproponowała mężczyźnie, żeby zagrali oboje „va banque”. Jej wygrana miała sprawić, że to ona zwycięża. Jego. Cóż. Miał zostać przez nią „wynagrodzony” cokolwiek miało to znaczyć. Khutef zgodził się i położyli swoje karty otwarcie na stół. Kobieta na ręce miała 4 karo i 6 pik. Awijczyk położył dwa asy. Pik i trefl. Krupie nie tracąc czasu zaczął wykładać na stole pięć wspólnych kart. Z tych oponenci mogli do swojej ręki wybrać trzy dowolne tak, aby utworzyć jak najsilniejszą kombinację. Na stole w wspólnej puli pojawiła się ósemka karo. Zaraz po niej szóstka karo i szóstka kier. Kobieta nieznacznie poruszyła kącikiem ust. Khutef zaś patrzył niewzruszony w jej oczy. Na stół położona została kolejna karta. Siódemka karo zbliżała kobietę do pokera. Ta uśmiechnęła się nieznacznie i w skupieniu obserwowała, jaka karta pojawi się następna. Można było przypuszczać, że w jej umyśle powtarzała „5 karo”. Los okazał się bezlitosny. Na stole pojawiła się karta, która była zbawieniem dla nekromanty. As kier. Oboje graczy mieli jedynie trójkę, ale Awijczyk miał silniejszą. Zwyciężył. Kobieta podziękowała mu za grę, przekazała jakąś kartkę i ulotniła się.
Khutef postanowił podziękować również krupierowi, który zebrał karty i żetony wymieniając je na złoto dla zwycięzcy. Przekazał mu je. Po jakimś czasie tajemniczy mężczyzna w płaszczu przekazał mu złotą talię kart. Dodatkowo powierzył zwinięty pergaminowy list zwycięzcy turnieju. Poprosił jednak, aby list odczytano dopiero po jego odejściu. Mężczyzna nim Khutef zdążył cokolwiek powiedzieć odszedł. Tak jak i krupier z resztą. Sylvari szturchnął tylko Khutefa mijając go. Skorzystał z okazji. Podłożył do jego kieszeni zwiniętą w kulkę papieru notkę. Nie próbował tego robić dyskretnie. Wręcz przeciwnie. Dał odczuć nekrusowi, że do jego pustej kieszeni wsadzono dłoń na ułamek sekundy.
Na notce w kieszeni widniała prośba o spotkanie w Lwich Wrotach. W Tawernie Gniazdo Kruka. List z kolei zawierał szokujące zaproszenie.
Khutef postanowił udać się na miejsce opisane w notce, a Latharna ruszyła z nim. Na miejscu spotkali Krupiera. Sylvari siedział i czekał na nich przy jednym ze stolików bawiąc się kartami. Podziękował za przybycie i objaśnił cel spotkania Awijczykom.
Niedługo miała się odbyć gra, w której stawka to coś więcej niż złoto. Kechosha prosił o pomoc w powstrzymaniu tego, co miało nadejść. Nagrodą w owej grze miała być receptura toksyny. Awijczycy już raz się z nią zetknęli. Chodziło o Tajfun Beta. Czy Aiwe zechce wziąć udział w tej misji?



Dziękuję za uczestnictwo w Evencie i zapraszam do wzięcia udziału w kolejnym.


There are no comments for this topic. Do you want to be the first?