Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Teraz jest Pn lip 13, 2020 6:15 am



  • Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 81 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5
    Autor Wiadomość
     Tytuł: Rozdział II - Podsumowanie
    PostNapisane: N kwi 19, 2020 12:09 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 494



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Opiekun (RP) Loremaster (RP) ROLE PLAY PVE PVP Zwycięzca Igrzysk Angu Mister Aiwe Radny
    Muzyka

    Obrazek


    Archipelag uformowany upadkiem smoka tlił się w ogniu walki coraz to mocniej. Wszyscy doszli tak daleko, aż do momentu zrzucenia Prastarego wroga wraz z pomocą Aurene oraz jej Czempiona. Każda sekunda, każdy oddech oraz każda kropla potu i krwi istot walczących na froncie, przybliżała do upragnionego przez lata celu - pokonać Kralkatorrika...

    Na niebiosach ponad wyspami zrzuconymi z Mgieł, wisiały liczne okręty walczące raz jeszcze ze smokami Kralkatorrika, działających widocznie w akcie desperacji podczas walk z Legendarnymi jednostkami. W tym "Gniew Aiwe" z Popielczym Kapitanem, który popisywał się umiejętnościami dawno nieużywanego okrętu. Niemniej jednak wszystkie ataki na lądzie przybrały na sile, jakby coś było nie tak... Wkrótce do Centralnego Obozu dochodziły do Generał Almorry Soulkeeper kolejne raporty z frontu - Legendarni czempioni Kralkatorrika zaczęli upadać i wyzwalać swą energię. Prastary smok pogrzebany pod stertą ziemi był otwarty na atak od zewnątrz, jak zarówno od wewnątrz...

    ✦ Tymczasem na froncie od strony Obozu Olmakhan, Punkt II operacji...


    Obrazek


    Wielka kotlina otoczona ze wszystkich stron wielkimi górami, stanowiła arenę oraz była pochłonięta walką z Legendarnym wrogiem - wielką czworonożną Matriarchą Riftstalkerów. Znajdujący się na polu walki żołnierze Paktu wraz z sojusznikami walczyli dzielnie i mężnie, unikając ataków śmiertelnie niebezpiecznego wroga oraz napływu sług Kralkatorrika. Mieli oni najtrudniejszy bój, gdyż wróg był niesamowicie szybki i zaciekły. Sługi, a raczej poskręcane i przemienione przez brand kreatury, również nie dawały za wygraną oraz naciskały od tylnych linii coraz to mocniej na walczących żołnierzy sojuszu...

    Matriarchini Riftstalkerów była uderzana w swoje długie cztery nogi przez wiele rodzajów zaklęć, strzał czy zaklęć... Niemniej jednak za każdy cios odpłacała się dwukrotnie i bezlitośnie siejąc zniszczenie. Ataki wroga wielkie i potężne, nie oszczędzały nieszczęśników stojących na polu rażenia oraz zabijały na miejscu. Grupa Sojuszu Paktu liczyła około 35 walczących istot, które mogły liczyć tylko i wyłącznie na siebie oraz oręż ze smoczej krwi...

    Lecz te wszystkie środki, to było za mało. Sytuacja wciąż wymykała się spod kontroli. Wróg był zbyt potężny, a jego siły wsparcia liczne i wciąż napływały kolejne. Żołnierze Paktu walczyli heroicznie ostatkami sił, bez swych wierzchowców, utrzymując swój grunt tuż przed legendarnym wrogiem. Obie strony mocno wyczerpane, walczyły ile mogły, lecz Matriarchini nadal była daleka od pokonania. Znajdujący się w środku pola bitwy dowódca chciał ogłosić swą upadłość w szybkim raporcie, tracąc nadzieję na wygraną w obliczu tak potężnego przeciwnika...

    Lecz nagle od strony wzniesień można było usłyszeć liczne trzepoty skrzydeł. Przybyły siły Paktu na Niebołuskach od strony Obozu Olmakhan, który po wzmocnieniu przez Evę oraz Alaruga, był w stanie szybko przygotować swych jeźdźców oraz wysłać na pole walki. Szarżujące po niebie pomniejsze smoki w ilości dziesięciu bardzo szybko dołączyły się do walki, a ich jeźdźcy prędko zalali gradem włóczni Matriarchinię. W tym samym czasie naziemne jednostki skorzystały w pełni z elementu zaskoczenia oraz wybroniły się przed sługami, wyniszczając sprawnie i bezlitośnie. Wielka pajęcza istota pod naciskiem i u skraju sił upadła na bok, wydając z siebie nieludzki, głośny, przerażający pisk. Przypominało to krzyk rozpaczy oraz cierpienia. Wkrótce naziemne jednostki Paktu odczuwające zastrzyk morale, uderzyły w konającego wroga włóczniami i bez większego trudu zakończyły jego żywot tryumfalnie. Śmigające po przestworzach Niebołuski wkrótce powybijały resztkę niedobitków wroga swym ogniem i powróciły do obozów z rannymi na polu walki żołnierzami...

    Wkrótce po pokonaniu Matriarchini, Dowódca przekazał do Centralnego Obozu raport o sukcesie Punktu II operacji oraz zostali oddelegowani do swego odnowionego przyczółka Olmakhan. Raport ukazał, że podczas ataku zginęło 23 żołnierzy, a cała reszta jest w większym lub mniejszym stopniu ranna - nie licząc oddziału powietrznego z Niebołuskami.


    Obrazek


    ✦ Sytuacja na froncie od strony Obozu Mgielnych Strażników, Punkt I operacji...

    Obrazek

    Ciasne i niewielkie pobojowisko usytuowane na zboczu, wydawało się być najtrudniejszym miejscem do walki. Pole bitwy znajdywało się tuż obok ciała Kralkatorrika, co dawało wrażenie najbardziej wymagającego. Niemniej jednak znajdowało się tam również niewiele miejsca dla samego wroga, dla którego teren był wielce niekorzystny.

    Żołnierze z Punktu I operacji, wyruszyli do Kaplicy przez Drogowskaz i pojawili się w punkcie zbiorczym wysoko ponad wrogiem. Ich przeciwnikiem była wielka trójgłowa Legendarna Hydra, której słabsze odpowiedniki napotkali Aiwijczycy podczas eskorty jakiś czas temu. Żołnierze wtedy odczuwali duży dyskomfort, niemniej jednak wzięli swe wyposażenie oraz rozdzielili się piechotę oraz siły powietrzne. Ich liczba wynosiła około 15 istot na lądzie, a na niebiosach 5. Wyruszyli bardzo szybko i sprawnie, tym samym mocno zaskoczyli nieświadomego wroga krążącego po terytorium, bez większego problemu przechylając losy bitwy na swoją stronę.

    Legendarna Hydra była potężna bez wątpienia, niemniej jednak teren oraz osaczenie przez siły Sojuszu Paktu okazały się zanadto potężne. Sytuacja na polu bitwy była wręcz kolosalnie na korzyść atakujących, którzy bez trupów zdołali dosłownie zgnieść Hydrę oraz jej sługi - zabijając Legendarnego wroga jako pierwsi. Duża rolę odegrała bliska odległość od obozu oraz kaplicy, przez które nadchodziły zapasy, a powietrzne siły wykorzystywały włócznie by uderzać w miejsca newralgiczne bestii. Natomiast żołnierze piechoty ustalili bardzo dobrą strategię trzymając się tyłów wroga oraz pozbawili go ogona, wytrącając jego poczucie równowagi.

    Była to szybka, lecz bardzo intensywna walka, a znajdujący się tam walczący powrócili do Obozu Mgielnych Strażników, by odpocząć przed następnym krokiem oraz zebrać sił. Dowódca tej części operacji jako pierwszy zdał raport o zwycięstwie...

    ✦ Sytuacja Aiwijczyków walczących na froncie...

    Obrazek


    W przestworzach nieopodal odłamków Balthazara, gdzie jakiś czas temu opadały ogniste pociski, Aiwijczycy na Niebołuskach pospiesznie uciekali przed wrogiem. Przeciwnik będąc na skraju śmierci, postanowił w ostatnim akcie rozpaczy doprowadzić do ataku samobójczego. Nie wiadomo czy był to efekt zamierzony, czy też nie... Niemniej jednak przesyt energii jaki przez niego przechodził był ogromny i równie niebezpieczny. Całe ciało zaczęło powoli, lecz postępowo świecić się na jasny biały oślepiający kolor po uderzeniach pomniejszych Włóczni Smoczej Krwi...

    Raport o odwrocie usłyszeli wszyscy co mieli komunikatory. Wyjątkiem była Rita, która w stanie oszołomienia ledwo trzymała się na siodle z resztek sił i nic do niej nie docierało. Komunikat mógł ucieszyć uciekających, gdyż Koordynatorzy poinformowali o sytuacji na innych frontach zakończonych sukcesem... Lecz także o śmiertelnie niebezpiecznych ilościach magii w ciele wroga. Wyglądało na to, że Legendarny przeciwnik nadużył swe zasoby magiczne oraz korzystając z sił swego pana, postanowił wyprowadzić wybuch równie duży potężny jak ten, który przetrwali wcześniej Aiwijczycy...

    Edward siedząc na drzewie wraz z Niebołuskiem, podziwiał widoki całego krajobrazu. Człowiek mógł nie sądzić, że kiedykolwiek będzie na smoczym wierzchowcu, walcząc z potężnym wrogiem oraz spoglądać z tak bliska na upadłego Prastarego Smoka - być może było to pewnego rodzaju spełnienia marzenia? Widział również Aiwijczyków, którzy przeprowadzali odwrót. W tym momencie bardzo szybko zdał sobie sprawę z najwyższej powagi sytuacji. W głowie człowieka urodził się bardzo szybko plan odwrotu i równie prędko go zrealizował, dogadując się ze swym rozumnym smoczym kompanem. Łusek słysząc instrukcje od Edwarda zaskrzeczał głośno rozumiejąc przekaz swego jeźdźca oraz w jednej chwili szeroko otworzył swe skrzydła. Stworzenie wyglądało wręcz majestatycznie i iście epicko, prezentując potężne i służące do latania kończyny zdobione wytrzymałymi błonami. Smoczęcie w jednej chwili nabrało ogromne ilości powietrza nasączonego magią oraz odbiło swój ciężar od drzewa. Wkrótce Edward na swym Łusku zawisł w powietrzu i szybkim oraz zwinnym ruchem, zaczął lecieć ku skarpie w kierunku miejsca ucieczki. Człowiek mógł odczuć znajomy metaliczny posmak w ustach oraz jego nozdrza odbierały zjonizowany aromat z powietrza. Lecz najważniejszy był fakt, że Edward czuł mocny wiatr we włosach i zbliżał się ku miejscu ucieczki...

    Najtrudniejszą sytuację w powietrzu mieli Warden, Rita oraz trzymana w szponach Niebołuska Claire, która została uratowana przed upadkiem na ładującego się wroga. Niestety wierzchowiec miał na sobie zbyt duży ciężar, w pełni uzbrojonego w ciężki pancerz człowieka, ludzką kobietę w solidnym opancerzeniu oraz w szponach dodatkowego pasażera na gapę. Smoczęcie przemieszczało się nieco wolniej, wykorzystując znacznie większe ilości siły niż normalnie, lecz nie poddawało się. Trzymana w potężnych szponach Claire była kompletnie zdezorientowana, gdyż wszystko działo się na przestrzeni kilku dłuższych chwil. Chaos związany z bitwą oraz szybki obrót wydarzeń jak najbardziej mógł ją wytrącić z równowagi, nawet pomimo wzmocnienia magicznego. Dopiero po paru sekundach, Claire czując otrzeźwiający, ale zjonizowany wiatr we włosach szybko odzyskała rozeznanie w sytuacji. Jej ciało zamknięte w szponach, metaliczny posmak w ustach oraz brak wierzchowca, bardzo szybko ją pobudziło. Rozglądając się dookoła, jej wzrok skierował się w dół. Kobieta wtedy zauważyła swego wierzchowca, który dostosował swą prędkość do znajdującego się powyżej Niebołuska należącego do Wardena. Zaledwie w ciągu jednej chwili rozniosły się dwa skrzeki pochodzące od obu stworzeń - jakby komunikatywne. Claire nagle odczuła rozluźnienie szponów na swym ciele, a po chwili zaczęła opadać w dół, ciągnięta przez siły grawitacji. Kobieta po zrzucie, widziała jak w locie zbliża się ponownie na siodło swego wierzchowca. Nagle przy uderzeniu ciała o wygodne siodło, jej ciało zareagowało instynktownie i złapała się bardzo mocno oraz solidnie. Zrzut udał się wzorowo, choć podręczniki czegoś takiego nie przewidywały. Claire w tej chwili chwyciła za lejce i kontynuowała ucieczkę, co prędko uczyniła oraz oddalała się od ładującego się wroga...

    Warden nie czekając chwili dłużej oraz widząc, że zrzut się udał, również zaczął mocno poganiać swego już męczącego się Niebołuska. Wierzchowiec przez dłuższe chwile miał nadprogramowe obciążenie, co było dość wyczerpujące. Niemniej jednak smoczęcie podołało oraz wyruszyło z ulgą uderzając skrzydłami ile w nich sił, nabierając szybkości i zbliżając się do klifu. Radny dopiero wtedy zauważył, że miał drugi problem - ledwo przytomną Ritę - wyczerpaną z magii i wycieńczoną. Człowiek wtedy zdał sobie sprawę, że czuł na sobie ostatnie wykrzesane efekty magiczne od kobiety. Miał jedynie nadzieję, że te utrzymają się oraz dopomogą pasażerce w locie powrotnym. W obliczu wybuchu wszystkie działania były ryzykowne, tym bardziej gdy Warden leciał jako ostatni. Mógł dostrzec, jak wróg zaczyna coraz mocniej przybierać żyły z białych linii energii, co nie wróżyło ani trochę dobrze. Lecz były trzy dobre rzeczy, które mogły uspokoić Radnego. Udany zrzut Claire, utrzymujące się efekty magicznie na pasażerce oraz niewielka odległość dzieląca ich od bezpieczeństwa. Nie tracąc zimnej krwi, Warden chwycił za lejce i skupił się w pełni na przemieszczaniu się do przodu, klif był już niedaleko...

    Zaczął się wyścig z czasem, każdy z jeźdźców próbował jak najszybciej pokierować swe wierzchowców by dotrzeć na czas i uciec z pola rażenia. Jako pierwszy oczywiście doleciał Edward. Oczom człowieka ukazał się kompletny brak Niebołusków oraz emitująca Liniami Ley kaplica. Co więcej, zauważył również znajomego z Paktu Koordynatora rasy Sylvari, który wyglądał na ostro spanikowanego. To właśnie on czekał na Aiwijczyków, trzymając dla nich portal do ucieczki oraz przekazał wiadomości o sukcesie, jak i o ucieczce. Ku wielkiemu zdziwieniu Paktowicza, Edward najzwyczajniej w świecie przysiadł Niebołuskiem na klifie oraz zerknął do tyłu, zapewne za swymi towarzyszami. Targany bardzo dużym stresem oraz zdając sobie sprawę z wybuchu Paktowicz, o mało zawału nie dostał. Miał już zamiar krzyczeć na Edwarda, by "pakował się do portalu, bez dyskusji". Lecz zanim do tego doszło, a Koordynator w dużych nerwach nabrał powietrza w płuca, nagle pojawiły się dwa kolejne Niebołuski należące do Claire i Wardena. Sylvari porzucił myśl krzyku oraz tym samym zaczął energicznie machać rękoma, wskazując na wyjście. Jako pierwszy oczywiście wskoczył Edward, widząc swych towarzyszy. Energia Linii Ley pochwyciła mocno dużego wierzchowca oraz jego jeźdźca, aż po sekundzie zniknęli. Następna była Claire by wejść do portalu, a tuż za nią Warden z pasażerką... Lecz nagle nastąpiła ta chwila jakby złudnie i iluzorycznie czas stanął, a nieuniknione się rozpoczęło...

    Nastąpiła pierwsza faza wybuchu, wyzwolenie białej czystej i dzikiej energii. W miejscu, gdzie magia była rzeczywiście krytycznie przesycona, nareszcie doszło do uwolnienia i reakcji eksplozji... Claire i Warden bardzo dobrze znali to uczucie. Metaliczny posmak nabrał na sile, a ciarki przeszły po plecach jak zimny wiatr. Wszystko działo się w dosłownie jednej sekundzie. Czy pozostali Aiwijczycy na froncie przeżyli? Nawet oni sami nie byli tego pewni, czy ich dusze opuściły ciało materialne i dostało się do Mgieł. Oślepienie oraz otępienie wszystkich zmysłów wydawało się być jakby nierealne, jakby oni sami zostali wyjęci z tego miejsca i chwili...

    Lecz po krótkiej chwili niepewności oraz uczucia wręcz tak okropnego, mogli usłyszeć bicia swych serc. Później jakby przytłumione dźwięki zaczęły docierać do ich uszu. Na plecach zamiast ciarek odczuli przyjemne ciepłe promienie jakby słoneczne oraz powiew chłodnego kojącego wiatru. Oszołomienie było potężne, lecz nie było to nic dziwnego, jedna chwila wydawała się być długa jak cała wieczność, a konsternacja wielka niczym same Mgły. Oślepienie minęło nagle, a Aiwijczycy dostrzegli Obóz Mgielnych Strażników, lecz od innej perspektywy niż poprzednio, gdyż stali po środku placu, nie w namiocie medycznym owinięci licznymi bandażami...


    Obrazek


    Wszyscy obecni na placu żołnierze, duchy, najemnicy oraz znajomi towarzysze mogli spojrzeć się właśnie w stronę przybyłych ze zdziwieniem. Minęła dosłownie sekunda, aż po chwili doszło do potężnej eksplozji w oddali, widzianej i słyszanej nawet z tego miejsca. Każdy z ocalałych mógl odetchnąć mocno i czuć szybkie bicia swych serc z tak ogromnych emocji...

    Niebołuski dosłownie opadły z sił i zmęczone ułożyły się na podłożu, kładąc swoje torsy oraz łby na glebie. Nozdrza potężnych stworzeń wyrzucały z siebie dym rodem z Popielczego czołgu. Obecne tam osoby wraz z duchem Gwen Thackeray oraz jej potomkiem, żyjącym Marszałkiem Paktu Loganem, spoglądały się w stronę wybuchu. Po paru chwilach do ocalałych przybiegli medycy oraz zaczęli się nimi zajmować. Pierwsze co zaproponowano, a raczej zmuszono co przyjęcia - był Eliksir z niespotkanych wcześniej roślin. Żywa istota po wypiciu go, mogła odczuć jakby wstała w pełni wypoczęta po solidnym przespaniu się. Niebołuski bardzo dobrze zniosły przyjęcie Eliksiru, w jednej chwili jakby dostały solidnego kopa witalności i energii, lecz nie było to nic dziwnego, gdyż one żywią się również energią. W przypadku Aiwijczyków, efekty wymagały trochę czasu, lecz były odczuwalne bardzo dokładnie. Ocaleni z wybuchu jeźdźcy, wkrótce zeszli ze swych wierzchowców, natomiast Warden zdjął wycieńczoną Ritę ze smoczęcia oraz przekazał ją sanitariuszom. Claire mogła odczuć, że złączona z nią Hati jakby zaczęła się cieszyć i wiercić w środku z czystej radości. Edward, cóż, przeżył przygodę swego życia i bardzo możliwe, że nigdy nie zapomni tych dzikich manewrów na swym Łusku. Natomiast dla Wardena nie było to nic nowego, lecz czuł satysfakcję z wykonanej roboty, dla niego było ważniejsze co się stało z Kaeiles. Można było sobie wyobrazić jak bardzo wielka była ulga Radnego, gdy ujrzał swoją żonę całą i zdrową. Co więcej, Koordynator Sylvari, który kierował Aiwijczyków na froncie, machnął ręką ze stresu i wziął od medyków Eliksir, który od razu cały wypił - również on nie zapomni tych paru bardzo niebezpiecznych chwil...

    W oddali skutki wybuchu powoli mijały. Bardzo możliwe, że Aurene sama mogła zneutralizować z powietrza jego efekty, gdy wspomagała siły powietrzne. Nagle z radiostacji w Obozie dało się usłyszeć kobiecy wysoki głosik, jakby Asury - Ale walnęło! - Logan uniósł dłoń do swego ucha, jakby również to usłyszał. Lecz nie było nigdzie widać Rytlocka, który powinien tu być. Natomiast w obozie dało się usłyszeć plotki, że ponoć sam Czempion Aurene tu był, lecz niestety nikt z Aiwijczyków nie miał okazji ujrzeć na własne oczy tej legendarnej postaci, owianej tajemnicą oraz wielkimi czynami...

    Po bojowych działaniach na froncie, wszyscy skorzystali z należnego im odpoczynku i zajęli się swoimi sprawami. W międzyczasie medycy z sił Sojuszu Paktu dbali o stan zdrowia wszystkich przybyłych i mieli ręce pełne roboty, niemniej jednak widoczne było to, że robili to z pasją i poświęceniem...

    Eva oraz Alarug znajdowali się w obozie oraz mogli usłyszeć, że siły z odnowionego Obozu Olmakhan w porę uratowały sytuację z wrogiem. Oczywiście ich zasługi nie zostały pominięte oraz żołnierze złożyli swe podziękowania, za uratowanie tyłka. Alarug jednak czego potrzebował, to po prostu krótkiej drzemki oraz chwili spokoju. Poszedł sobie gdzieś między beczki z zapasami, usiadł sobie opierając swoje silne i zmęczone plecy oraz oddał się snu. Popielec oczywiście nie był samolubny i w razie gdy potrzebna była pomoc, ruszyłby takową zapewnić, niemniej jednak wszyscy sobie radzili. Po swojej drzemce wstał oraz udał się do punktu kulinarnego. Tam wziął przydzieloną rację żywnościową od kucharza, a była to stara dobra wojskowa grochówka. Wraz z pożywieniem Alarug poszedł na wzniesienie oraz jedząc sobie w spokoju, obserwował oraz czuwał, gotów by nieść pomoc. Popielec mógł zauważyć, że wszyscy wrócili z frontu, cali i zdrowi...

    Eva natomiast po przyjęciu podziękowań ruszyła wraz ze swoim golemem "Kotkiem" oraz przycupnęła sobie przed ogniskiem, odpoczywając i zajmując się po prostu swoimi sprawami...

    Nassan bardziej w tym momencie przypominał mumię, niż Popielca. Niemniej jednak było to jak najbardziej konieczne dla jego zdrowia. Czuł po eliskirze pełnię sił co prawda, lecz nadal miał braki w futrze oraz usunięte zwęglenie w niektórych obrębach swego ciała, wymagało to leczenie czasu. Niestety opatentowany przez Sojusz Paktu napój nie był cudotwórczy, wzmacniał mocno regenerację, lecz w dużej ilości mógł stać się w organiźmie niezwykle silną i śmiercionośną trucizną. Niemniej jednak Nassan czuł się dobrze, choć niezbyt dobrze w bandażach, czuł zapewne uraz do ognia. Medycy zaglądali często do niego i sprawdzali opatrunki, czy rany sie dobrze goją. Zakazali mu pić, lecz Nassan tak czy owak to robił, medyków dopiero przekonała Kae, że... Cóż... Nassan potrzebuje alkoholu by życ i funkcjonować, więc w końcu dali mu spokój. Popielec mumia jednak był gotów do boju, by skopać tyłek Prastaremu Smokowi w drugiej fazie operacji...

    Kaeiles natomiast zdołała nadzorować terapię swego Popielczego kompana oraz zmęczonego po działaniach Niebołuska. Jak na Radną przystało bardzo mocno postarała się, by jej towarzysze otrzymali jak najlepsze możliwe środki oraz opiekę. Kobieta wyglądała na zmęczoną, nic dziwnego, tyle emocji w jednym czasie oraz niefortunny wypadek mogły ją zdołować. Niemniej jednak była silna i nie dawała się swoim myślom. Wkrótce dołączył do niej jej mąż, Warden oraz odpoczywali przed ogniskiem. Widocznie parze niczego więcej nie było trzeba, cieszyli się z tego, że wszyscy przeżyli...

    Claire natomiast po wielu niebezpiecznych sytuacjach mogła nareszcie odetchnąć z ulgą i wyjść ze stanu Połączenia, by zerknąć na swoją bezpieczną Hati oraz Niebołuska, który dzielnie ją niósł w przestworzach. Zapewne kobieta postanowiła odpocząć, lecz nikt nie widział co dokładnie porabia...

    Rita po wypiciu Eliksiru, musiała sobie porządnie spocząć, kobieta na pewno miała wiele wrażeń z bitwy, tym bardziej będąc w przestworzach. Gdy po dłuższej chwili wróciła do pełni sił, zaczęła krążyć po obozie oraz rozmawiać ze swoimi towarzyszami. Zapewne miała tak wiele przemyśleń do opowiedzenia, w końcu przeszła swój pełnoprawny i z pełną gębą chrzest bojowy w obliczu upadłego Prastarego Smoka. Kobieta z empatią wypytywała się wszystkich jak się czują, kamień spadł jej z serca gdy się dowiedziała, że wszyscy mają się dobrze i przeżyli...

    Edward siedział przy swoim Łusku oraz podziwiał go. W końcu przed sobą miał pasję swojego życia oraz podmiot swych zainteresowań. Badał wzrokiem oraz doglądał Niebołuska, gdy ten odpoczywał. Nawet gdy widział medyków zbliżających się do Smoczęcia zapewne chciał ich odganiać kijem od swojego wierzchowca. Człowiek widocznie tak bardzo się zżył ze stworzeniem, że ledwo dopuszczał nawet sanitariuszy do niego. Niemniej jednak tak czy owak personel medyczny zajął się obojgiem i doprowadził ich do stanu gotowości bitewnej, po czym pozostawił w spokoju. Niektórzy mogli krzywo się spojrzeć na Edwarda, który siedział przy wierzchowcu oraz normalnie z nim gadał oraz chwalił za robotę, niemniej jednak stworzenie było jak najbardziej inteligentne i rozumiało, co Mesmer do niego mówi. Niebawem przybył do człowieka naukowiec, z którym wymienił parę zdań o Niebołuskach, po czym zaczęli rozmawiać oraz debatować na ich temat...

    Odpoczynek trwał w najlepsze, minął jakiś kwadrans, aż przybył Logan i miał zamiar coś ogłosić, lecz zanim to nastąpiło wydawał się nasłuchiwać swój komunikator. Nagle wszędzie zaczęła trząść się mocno ziemia oraz z głębi archipelagu wydobył się potworny dźwięk, potężny i nieugięty. Tylko jedno mogło mieć na tyle sił, by wywołać coś tak wielkiego na całej wyspie - sam Kralkatorrik. Nie było wątpliwości Czempion Aurene zdołał ugodzić poważnie Prastarego Smoka, co wróg definitywnie poczuł. Aiwijczycy mogli zauważyć Logana, gdy przemówił przez komunikator - Dowódco, potrzebujesz swego Marszałka Paktu?. Człowiek widocznie prowadził bardzo ważną rozmowę przez komunikator, jakby dowiadywał się wielce istotnych rzeczy dla operacji. Również te wszystkie okoliczności mogłyby tłumaczyć, dlaczego Rytlocka nie ma w pobliżu. Wszysto wkrótce miało stać się jasne...


    Obrazek


    Wkrótce Aiwijczycy mieli podjąć dalszą operację wraz z Sojuszem Paktu, by zabić Kralkatorrika w ostatniej bitwie...

    Obrazek
    Obrazek



    Obrazek
    Obrazek


    STAN LORE PBF'A JESZCZE NIE JEST ZAKTUALIZOWANY DO OBECNYCH WYDARZEŃ FABULARNYCH GILDII. PO ROZDZIALE III NASTĄPI SKOK CZASOWY!

    ~NADAL ROZGRYWKA JEST ZAWIESZONA W PRZYSZŁOŚCI~


    OOC:
    ✦ GM - Warden
    ✦ Uczestnicy - Aracz, Dark, Edward, Elienta, Nassan, Smallskeleton, Xar

    ✦ Zapisy na Rozdział III (Finał) ruszą na tygodniu! Przewidziane jest również (ewentualnie dla postaci) korzystanie z Niebołusków.

    Notki GMa:
    ✦ Uczestnikom oraz GMowi +1 do aktywności,
    ✦ Aracz, Edward, Elienta, Nassan i Smallskeleton - po aktywnym zakończeniu Rozdziału III będą mogli skorzystać z dodatkowego profitu przewidzianego w nagrodach.
    ✦ Czas jaki minął przez cały ciąg wydarzeń Rozdziału II - Około 50-60 minut.

    ✦ Dziękuję za uczestnictwo oraz dużą aktywność w danej Sesji PBF. Przy wysłaniu podsumowania na końcu PBF'a dobiliśmy równe 8,000 wyświetleń oraz ładne 80 odpisów! To naprawdę wiele, jak na taki krótki okres czasu trwania PBF'a i znacznie więcej niż w poprzednich odsłonach.

    Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze. Widzimy się w następnym rozdziale!

    ~Warden
    Góra
      Zobacz profil  
     
    Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
    Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 81 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5

    Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    Kto przegląda forum

    Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


    Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
    Nie możesz odpowiadać w wątkach
    Nie możesz edytować swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów

    Szukaj:
    Skocz do:  
    cron