Wieczna Wojna - Rozdział III

Dział przeznaczony dla pisanych sesji RPG prowadzonych przez MG.
Warden

Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Warden »

ObrazekObrazekObrazekObrazek
Obóz Mgielnych Strażników niebawem stał się z punktem zbiorowym wszystkich sojuszniczych sił Paktu. Przedsięwzięcie było ogromne, zebrali się różnej maści gildie, najemnicy oraz poszukiwacze przygód. Na niewielkim placu jednostki wkrótce nie było zbyt wiele miejsca i było dość głośno. Każdy przygotowywał się w tłocznym obozowisku do finalnego wyruszenia w stronę Kralkatorrika. Co chwilę pojawiali się również inne osoby, w tym Aiwijczycy, biorący po raz pierwszy udział w misji...

Świeży ochotnicy byli wręcz zaskoczeni i od razu pochłonięci w brutalne realia działań wojskowych. Nie było to miejsce dla mięczaków, a w powietrzu dało się wyczuć ciężką atmosferę. Twarze obecnych przygotowujących się żołnierzy były przeróżne - począwszy od niepewności oraz przybitych, aż po podekscytowane i żądne walki. Sojusznicy wszelkiej maści przechadzali się po Obozowisku i sprawdzali swoje wyposażenie. Niektórzy rozmawiali i głośno się wymieniali podekscytowaniem przed zabiciem samego Kralkatorrika. Inni zaś w zaciszu zajmowali się swoimi sprawami, oddając się swoim różnym rytuałom przed wielce niebezpieczną operacją...

Obrazek
✦ Edward - Był jednym z najbardziej rzucających się w oczy osób, gdyż siedział ze swoim smoczym towarzyszem. Łusek odpoczywał i spoglądał leniwym, aczkolwiek wzbudzającym respekt wzrokiem. Przechadzający się nieopodal sojusznicy widocznie spoglądali na jeźdźca oraz jego wierzchowca. Edward korzystając z odpoczynku poczuł, że jego poprzednia rana się zagoiła i był w pełni sił. Napił się i posilił, a przy okazji rozmawiał z naukowcem, który zarówno miał smykałkę do smoków. Rozmowa między nimi była w istocie zacięta, lecz w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nawet nie zauważyli jak szybko czas minął...

✦ Nassan - Obandażowany Popielec czuł się zapewne ostro podirytowany. Niemniej jednak ból nie do końca go opuścił, nawet po tak mocnych środkach leczniczych. Choć w porównaniu z czasem przed trafieniem do Obozu, czuł się znacznie lepiej i gotów do walki. Popielec warcząc groźnie pod nosem przeciskał się przez tłumy w swoją stronę, a następnie przygotowywał się do następnego starcia i szukał miejsca zbiórki wśród wielu żołnierzy...

✦ Ilfilmera - Kobieta pojawiła się w Drogowskazie Obozu i szybko zobaczyła co się tu święci. Zapewne miała już za sobą pewne doświadczenia wojenne, lecz to co było przed jej oczyma była na ogromną skalę - wręcz światową. Widząc wszystkich tych żołnierzy oraz znajome twarze z Aiwe, mogła odczuć również ducha walki, który znajdował się wewnątrz niej. Miała ze sobą przygotowany odpowiednio ekwipunek i rozglądała się za punktem zbiórki...

✦ Kotta - Wkrótce tuż za Ilfilmerą pojawił się Popielec, Łotr, Kotta. Pierwsze wrażenie podczas ujrzenia Obozowiska Paktu oraz operacji tak wielkie skali było dla niego dość konkretne. Mimo wszystko co zapewne było ważne dla Kotty, to obecność Ilfilmery z którą mógł się przywitać...

✦ Eva - Chcąc odnaleźć chwilę spokoju, to za bardzo go nie odszukała. Przy ognisku zaczęło się kręcić tak wiele żołnierzy, że trudno było zliczyć i nie dostać oczopląsu. Niemniej jednak Asurka mogła się na tyle zamknąć w sobie oraz swoich myślach, by skorzystać z odpoczynku. Golem, Kotek, pomiaukiwał oraz chronił swojej Pani wręcz z heroicznie, kręcąc się tu i ówdzie koło niej. Asurka odczuwała w środku strach oraz stres, który ja zżerał od środka. Po paru chwilach prób odszukania spokoju, zaczęła spożywać batonika oraz soczek pomarańczowy - na pewno po tym odczuła ulgę. W końcu Asurka zebrała się w sobie, wzięła głębszy oddech i wstała z determinacją odparła do swego golema. Następnie wyruszyła w stronę towarzyszy, szukając punktu zbiorowego...

✦ Dezi - Wparowała do Obozowiska i mogła przeżyć... W sumie szok. To co słyszała o epickich i niebezpiecznych przygodach, zmaterializowało się tuż przed nią. Ten surowy i groźny świat, w którym życie było niczym płomyk świecy. Niemniej jednak widząc znajome twarze mogła odczuć znacznie większa otuchę. Zauważyła, że tuż pod jej nogami ktoś zgubił miecz. "Co za szkoda, gdyby ktoś się o niego potknął..." - Taka myśl nagle przeszła jej przez głowę. Oręż o dziwo był dość dobrej jakości, wykonany z Czarnej Stali, niezbyt ciężki czy tępy. W sam raz, tak naprawdę. Cóż za zbieg okoliczności, wręcz czysty uśmiech losu na sam start pierwszej tak wielkiej operacji dla kogoś zupełnie zielonego. Pozostało tylko wziąć ten oręż, co zapewne zrobiła - bo w sumie swojego nie miała. Następnie zaczęła rozglądać się...

✦ Claire - Postanowiła skorzystać z wolnego czasu zanim jeszcze było w Obozie bardzo ruchliwie. Zdążyła się obmyć i zebrać swoje myśli w kupę, a przy okazji zacząć zaspokajać swe nikotynowe potrzeby. Podczas palenia, sprawdzała bardzo dokładnie swój ekwipunek. Po wcześniejszym zażyciu Eliksiru po powrocie, odczuła pełnię sił i witalności. Przygotowała swój sprzęt i w dobrej kondycji mentalnej, jak fizycznej wyruszyła na stronę, by skorzystać z widoków, jakie nie były dane nikomu innemu wcześniej w historii. Natura w tym miejscu była kojąca, nawet jeśli wyrwana brutalnie z Mgieł. Tutejsza przyroda przepełniona magią bogini Melandru, była dla kobiety wręcz kojąca. Jakby podświadomie więź Łowcy z naturą się zsynchronizowała. Kobieta będąc w sercu natury w odosobnieniu wykonała swój rytuał, zakopując zawieszkę nieopodal Obozowiska. Wstała i poszła w stronę reszty drużyny, jakby zakończyła pewien swój życiowy rozdział, a rozpoczęła tym gestem kolejny. Przy powrocie do Jednostki, zauważyła jak zaczęło się w niej nagle tłoczno. Z lekkim problemem odnalazła swój ekwipunek oraz widząc swych towarzyszy witała się z nimi. Zdeterminowana i pełna sił, Claire była gotowa na ostateczną walkę z Kralkatorrikiem...

✦ Kaeiles i Warden - Siedzieli razem przy ognisku. Małżeństwu nie trzeba było nic więcej. Zahartowani w licznych bojach i doświadczeni na wszelakiego rodzaju potyczkach, odnajdywali spokój oraz cieszyli się każdą chwilą będąc ze sobą. Kaeiles widocznie była zamyślona i wpatrywała się w ogień, natomiast Warden pozostał myślami w rzeczywistości. Radny pogładził się po brodzie i czekał na kolejne wezwanie. Żona Strażnika rozglądała się nagle z determinacją oraz jakby prowadziła wewnętrzny dialog ze sobą, gromadząc kolejnych sił psychicznych na walkę. Warden pogładził żonę po ramieniu, ta nagle wstała i odparła, że idzie sprawdzić co u Nassana. Radny skinął jedynie głową i wrócił wzrokiem na palenisko, patrząc na wszystkich obecnych żołnierzy sojuszu. Kaeiles widziała, że Nassan przygotowywał się, a po chwili sama powzięła racje żywnościowe i powróciła do męża. Warden wraz z żoną korzystali z ostatnich chwil, posilając się w ciszy. Nieopodal Kaeiles był również jej Niebołusek, który już czuł się w pełni sił. Widać było po zwierzęciu, że było gotowe na dalsze działania. Obok znajdywał się również wierzchowiec Wardena...

✦ James - Przybył w swym uposażeniu i zobaczył tak jak reszta nowych na polu walki, że nie były to przelewki. Człowiek zauważył istotę tego, za czym nie przepadał, niemniej jednak mógł zdobyć w tym miejscu dość przydatne doświadczenie. Na wstępie po przyjściu do Drogowskazu zauważył przy okazji swoich towarzyszy z Bractwa Aiwe...

✦ Alarug - Dostał swoje rozkazy, gdy podbiegł do niego Koordynator. Miał się stawić od razu do Obozu Olmakhan, gdyż potrzebna jest jego pomoc. Oczywiście reszta Aiwijczyków została o tym poinformowana. Popielec nie czekał już ani chwili dłużej oraz udał się tam...

Gdy już wszyscy zjawili się na miejscu minęło jeszcze parę minut, aż w końcu po środku obozowiska pojawił się Marszałek Logan Thackeray oraz zapiął głośno w róg bojowy, by wszyscy się zebrali. Tak również się stało, wszyscy żołnierze sojuszu, w tym Aiwijczycy wiedzieli gdzie się udać oraz odebrać instrukcje...

Marszałek Logan Thackeray stał wraz z mapą oraz odparł głośno - Dziękuję, że jest Was tak wiele. Przechodzimy na ostatni etap walki z Kralkatorrikiem. Naszym celem jest zabić jego regenerujące się liniami Ley ciało oraz umożliwić Aurene oraz jej czempionowi na finalny cios. Nie będę Was okłamywać, będzie to najcięższa walka... Zauważyliśmy liczne otwarte rany na ciele Kralkatorrika, ale zarówno wszystkie jego sługi z okolicy zaczęły się schodzić, by bronić swego mistrza. Dostałem również raport, że siły powietrzne mają duże problemy z utrzymaniem pomniejszych smoków. Plan jest następujący, podzielę Was na odpowiednie grupy operacyjne oraz wyruszycie wraz z wierzchowcami na Kralkatorrika. Podchodźcie po kolei swoimi drużynami... -

Obrazek
Po kolei zaczęły podchodzić różne drużyny oraz zapoznawały się z mapą operacji, w końcu Aiwijczycy również się zgrupowali i czekali na swoją kolej przydziału. Po kilku minutach cała grupa podchodzi i Marszałek Logan mówi - Aiwijczycy, widzę, że jest Was sporo. Dziękuję za takie zaangażowanie. Jesteście grupą siódmą. Waszym zadaniem jest uderzenie od strony północnej, gdzie zrobiliście swoją robotę. Posiadacie wielu uzdolnionych jeźdźców, dlatego powierzamy Wam Niebołuski do walki z Kralkatorrikiem. Weźcie je oraz swoją drużyną udajcie się od strony punktu III. Celem jest zniszczenie ran, a raczej polipów energii, które pojawiają się na ciele Kralkatorrika. Niemniej jednak zauważyliśmy jeden największy... Jak pozbędziecie się pomniejszych na swojej drodze, wyruszycie od razu na grzbiet Prastarego Smoka i zniszczycie jego sługi, jak zadacie śmiertelny cios. Reszta drużyn będzie uderzać od różnych stron oraz dostali swoje przydziały. Nie zawiedźcie Tyrii, Aiwijczycy. Grupo Siódma... Wasza rola jest kluczowa. - Po tych słowach Marszałek odparł po chwili - Udajcie się bezwłocznie do Drogowskazu i skierujcie się wraz ze swoimi Niebołuskami do Kaplicy Balthazara. Jeśli nie macie, to zostaną Wam przydzielone. Znacie resztę zasad... A jeśli nie, to na miejscu dowiecie się więcej. Odmaszerować. -

Grupa Siódma miała już swoje zadanie, by wyruszyć bezzwłocznie do Kaplicy Balthazara oraz tam się zgrupować ze swoimi Niebołuskami. Ci co nie posiadają wierzchowców, dostaną je na miejscu... Czas było wyruszyć na front raz jeszcze...

OOC
✦ Deadline - 21.05.2020 - 23:59

✦ Tura rozgrzewka; niskie zagrożenie.

✦ Tl;dr - Opisz swoją podróż na Kaplicę Balthazara (Miejsce na mapie III) oraz ostateczne przygotowanie postaci. Ewentualne pożegnania i krótkie rozmowy.

✦ To masywny post - w razie pytań, nieścisłości, błędów - zgłaszać via Discord ;)

✦ Skyscale już w obozie mają - Edward, Claire, Kaeiles, Warden.

Organizacyjne prośby od GMa:


1) Opiszcie w spoilerze odpisu swój ekwipunek - głównie pancerz (w co ubrani jesteście, z jakiego materiału i gdzie macie to opancerzenie założone) i broń (rodzaj, tworzywo, ew. amunicja) - bardzo mi to pomoże.

2) Pamiętajcie, że będą użyte wierzchowce. Jeśli nie macie w PD jazda na wierzchowcach - naprawdę polecam zainwestować choć w 1 poziom. Ponadto postarajcie się mieć swoje własne Niebołuski, by opisywać Was oddzielnie.

JAK KTOŚ NIE MA JEŹDZIECTWA I ZAPISAŁ SIĘ TAK CZY OWAK MIMO INFO - Można wejść do kogoś na "przylepę", ale wtedy taką osobę oraz jeźdźca czeka friendly fire. Czyli obrywa jeździec, pasażer i wierzchowiec, nawet jeśli będzie to wynik czyjegoś błędu! #TakNaLogikę.

3) W tym rozdziale nie przewiduję ścieżki pobocznej (czyli perspektyw). Jest to finalne starcie skupione na wierzchowcach.
James Crott

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: James Crott »

Przechadzając sie po obozowisku predko odczuł ciezka atmosfere, jaka w nim panowała, aczkolwiek nie zaskoczyło go to - wiedział w jakie miejsce sie udaje i co go czeka. Idac obserwował skupione twarze żołnierzy, przysłuchiwał sie tez prowadzonym tu i ówdzie rozmowom, starając sie wyłapać jakies mniej, lub bardziej istotne informacje. Był na miejscu nowy, także nie wiedział nic poza tym, co do tej pory udało mu sie dowiedzieć. Był ubrany w długi i dość gruby, skórzany płaszcz, a na jego plecach widniał sporych rozmiarów karabin. Przez ramie przewiesił torbe, w której znajdowały sie niezbedne przybory mające pozwolić mu spedzić tu wiele dni, ponieważ zdawał sobie sprawe z tego, że cala misja może troche potrwać. Poza tym gdyby w okolicy znajdował sie akurat ktoś, kto go zna, to miałby duży problem z rozpoznaniem Jamesa, gdyż jego twarz skrywał właśnie kaptur.

Jego zadaniem na chwile obecna bylo odnalezienie Aiwijczyków, bo to w ich towarzystwie mial przystapic do walki z Kralkatorrikiem, aczkolwiek mimo, iż przemierzył juz wieksza czesc obozowiska, wciaz nie udało mu sie ich namierzyć. Co jakiś czas zaglądał nawet do rozmaitych namiotów, by sprawdzić, czy nie znajduja sie wlasnie w nich, ale wygladało na to, że nie miał szczescia. W miedzyczasie zdarzyło mu sie tez zapytac napotkane osoby, czy wiedza gdzie aktualnie przebywa oddział Aiwe.

W końcu jednak mignął mu przed oczami herb miasta Aiwe i ich spostrzegł - słuchali właśnie tego, co ma do powiedzenia Logan Thackeray, takze nie czekając, dołączył sie czym predzej do grupy Aiwe oczekującej aż Marszałek przydzieli im zadanie. Wśród zebranych tam osób wypatrzył te, z która łączyła go najbliższa relacja ze wszystkich Aiwijczyków, a mianowicie Claire Rowan i to do niej zagadał - Widziałaś tutejsze namioty? Chyba nawet na takiej znawczyni jak Ty musiały wywrzeć spore wrażenie - I po tych słowach na wszelki wypadek, gdyby go nie poznała, zdjął kaptur i sie do niej szeroko uśmiechnął - Aczkolwiek nie ukrywam, że do Twojego nie mają podejścia - Po czym siegnał do wewnetrznej czesci płaszcza i wyjął z niej paczke papierosów - jednego z nich wetknął sobie do ust, a nastepnie wyciągnął reke w strone Claire i zapytał - Chcesz? - I po chwili dodał - Później może na to nie być już czasu - Zaciągnął sie papierosem, wypuścił dym, spojrzał jej gleboko w oczy i odparł - Tylko nie badz dla Kralkatorrika zbyt brutalna, dobra? -

Gdy Logan dał im już zdanie, to wraz z grupą ruszył do Kaplicy Balthazara.
Edward

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Edward »

Dopiero co zakończyliśmy jedno zadanie wracając do obozu, a już mieliśmy ruszać dalej. A dopiero co zaczęliśmy rozmowę.. no cóż, najwyraźniej będziemy musieli dokończyć po powrocie, jeżeli dożyjemy oczywiście.. miał to być wedle założeń już ostateczny atak.. o ile nie napotkamy jakiś niespodzianek. Mieliśmy jeszcze trochę sprzętu z poprzedniego ataku, pewnie uzupełnienia zapasów nie będzie. Tak czy inaczej, róg już rozbrzmiał, czas na odprawę..

Wysłuchałe słów marszałka choć jedyne co go w niej interesowało to rozkaz który mają wykonać. Wszelakie pochwały i wierzenia nie były teraz ważne. Wziąć Skyscale'a i ruszyć z nim na ciało Kralkatorika by powstrzymać go przed pożywieniem się liniami Ley by już nie powstał podczas gdy Aurene i jej czempion załatwią go jakoś od środka? Interesująca taktyka, ciekawi mnie jednak jak to wszystko się rozwinie..

Tak więc nie marnując czasu ruszyłem po swojego Łuska i wraz z nim w stronę drogowskazu w ciszy i zamyśleniu.
-To co Łusek? Gotowy na kolejną rundę?
Powiedziałem do swego smoczego towarzysza klepiąc go pieszczotliwie po łbie. Światło drogowskazu rozbłysło niedługo później, a gdy tylko znaleźliśmy się po drugiej stronie oczywiście pierwszą rzeczą jaką uczyniłem było rozejrzenie się po horyzoncie w który niebawem wyruszymy. Ciało Kralkatorika było ogromne. Żałowałem trochę iż nie mogłem ujrzeć go w pełni jego okazałości.. mieliśmy jeszcze chwilę nim pozostali się zjawią, wyjąłem więc swój dziennik i przekartkowałem go w poszukiwaniu jednej ze stron. Moja twarz na moment przybrała ponownie ten sam pusty wyraz jaki zwykle na niej gościł nim dotarliśmy do tego wspaniałego miejsca.. po chwili jednak pojawił się na niej nieznaczny uśmiech..
-Wszystko idzie zgodnie z planem stary przyjacielu..
Po tym zamknąłem dziennik chowając go do swej torby i skupiając całkowicie na tym co niebawem się rozpocznie..
Warden

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Warden »

Po wysłuchaniu swojego byłego przełożonego, skinął głową przyjmując do wiadomości dalszy przebieg operacji. Poprzednia misja była dość niebezpieczna, lecz w z tyłu głowy miał świadomość, że następna może się okazać jeszcze większym wyzwaniem. Po przemowie Marszałka Logana, spojrzał się na swoją żonę i uśmiechnął lekko. Cmoknął ją w czoło i mówi - Uważaj na siebie. Nie zapomnij swojego Niebołuska. Widzimy się na miejscu. - Spojrzał się na resztę Aiwijczyków oraz skinął im głową w geście gotowości, następnie wyruszył w stronę swojego wierzchowca, nakładając na głowę hełm. Cały opancerzony i gotów do walki, chwycił również swój plecak z włóczniami smoczej krwi, których został jeszcze cały komplet - 5 sztuk. Podszedł do swojego Niebołuska i poklepał go po karku mówiąc - Gotów na kolejną jazdę, mały? - Zwierze prychnęło twierdząco, wypuszczając z nosa dym. Po chwili Warden na raz wskakuje na wierzchowca oraz chwytając za lejce nakazuje mu wstać. Smoczęcie postąpiło zgodnie z rozkazem, po czym rozprostowało ostrożnie skrzydła, ukazując ich potężny majestat oraz wydając z siebie ryk. Po dłuższej chwili Warden nakierował wierzchowca w stronę Drogowskazu, uważając oczywiście, by nikogo nie stratować wielkim wierzchowcem. Miał zamiar spotkać się ze swoją drużyną po drugiej stronie, koło kaplicy Balthazara w ognistym odłamku wiecznej wojny...
Dezi

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Dezi »

Ostatnio miała szczęście, do znajdowania różnych rzeczy. Dobrze, że tym razem przynajmniej się nie wywróciła, zanim zauważyła przedmiot pod stopami. Trafić do szpitala bojowego jeszcze przed rozpoczęciem bitwy? Brzmi jak zadanie specjalne dla Dezi Diah!

Trzymając miecz w jednej dłoni, drugą otarła krople potu z czoła. Czuła, że wszystko w niej się gotuje. Walczyły w niej głównie dwa uczucia. Ekscytacja i strach. Miała na sobie mały plecak z jakimiś pierdołami. Właściwie nie miała pojęcia co powinna była ze sobą zabrać, więc wpakowała do niego wszystko co zmieściło się do środka. W głowie wyliczała czy ma to co wydawało jej się najważniejsze podczas wyprawy. Napierśnik- jest, miecz- teraz też już jest, jakiś prowiant- jest, piersiówka- jest. Ręką dotknęła jednej z kieszeni w spodniach. Pod palcami wyczuła kształt medalionu AIWE. „Przynajmniej jak coś mi się stanie, to będą wiedzieć, gdzie oddać ciało”.

Usłyszała dźwięk rogu bojowego. Trochę spocona ruszyła w głąb obozowiska. Zobaczyła dość wysokiego mężczyznę, ubranego w srebrną błyszczącą się zbroję. Zaczął przemawiać do tłumu. Sądząc po reakcji wszystkich w około, był tu chyba kimś dość ważnym. Podeszła bliżej, aby posłuchać tego co miał do powiedzenia. Przepychając się łokciami pomiędzy tłumem wojowniczych gapiów, zauważyła większą grupę Awijczyków i więcej znajomych twarzy. Ich i jakiegoś dziwnego gościa w kapturze. Dopiero gdy wyciągnął z kieszeni papierosy i dotarł do niej znajomy zapach tytoniu, zorientowała się że tuż przed sobą ma Jamesa. „Kurde, miałam jeszcze spakować fajki”- skarciła się w duchu.

Mowa lśniącego rycerza, nie była długa, ale konkretna i płomienna. Dezi od razu poczuła się po niej bardziej bohatersko. Dumnie wysunęła pierś do przodu. Chociaż nadal nie wiedziała, co tak właściwie ma zrobić. Pomyślała że podąży za Radnymi. W końcu to pewnie oni będą przewodzić nimi na polu walki. Zanim zdążyła o cokolwiek zapytać, zauważyła, że Warden wymienia kilka krótkich zdań z żoną i wskakuje na swojego smoka. „O w mordę, Oni mają swoje smoki”.

Ruszyła w stronę drogowskazu, żeby dołączyć do reszty.
- Wiecie gdzie tu można pożyczyć jakiegoś Niebołuska? Na tym jeździ się podobnie jak na Moa, co nie? – Podrapała się po po czole i rzuciła szybko w stronę towarzyszy.
Claire Rowan

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Claire Rowan »

Przez głowę Białowłosej przechodziły różne myśli, gdy słuchała z uwagą słów Marszałka, który niewątpliwie zawsze jej imponował. Bystrymi oczami wodziła od Logana do swoich towarzyszy. Pomimo zagrożenia, któremu mieli stawić czoła czuła się w ich gronie bezpiecznie. Gdy usłyszała obok siebie znajomy głos jej twarz mimowolnie rozświetlił uśmiech. James nie musiał ściągać kaptura, by Claire go rozpoznała. Ciepłe słowa i nonszalancka postawa mężczyzny dodały jej z pewnością otuchy. Łowczyni nie odmówiła papierosa, a sięgając po niego delikatnie musnęła dłoń szlachcica. - Nic nie mogę obiecać. - Skwitowała spokojnym i pewnym siebie głosem, gdy ten wspomniał o smoku. - Mam z nim personalną sprawę do dokończenia.

Po wysłuchaniu przemowy sprawdziła jeszcze raz, na wszelki wypadek swój ekwipunek i poprawiła warkocze, zarzucając je na plecy. W drodze do Kaplicy Balthazara delektowała się papierosem, zaciągając się nim głęboko i wypuszczając co jakiś czas małe chmury dymu. Jej wzrok wracał jednak co i już na Jamesa. Miała wiele słów, które chciała mu powiedzieć, ale ostatecznie zatrzymała je dla siebie. Po dotarciu na miejsce poprawiła swój łuk na plecach i czekając na dalsze polecenia uklęknęła na jedno kolano, by pogłaskać i uspokoić swoją wilczycę.
Demiurge Eva

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Demiurge Eva »

Stanęła obok swoich towarzyszy z bractwa i słuchała z uwaga Marszałka. Z każdym jego zdaniem czuła coraz większą gęsią skórkę a do oczu napływały łzy. Niszczenie polipów? Walka ze sługami smoka? Popatrzyła na swoje małe łapki w rękawicach. Co taka mała asura może zdziałać przeciw potężnemu smokowi? Zacisnęła dłonie w pieści i zwróciła uwagę na przewody zasilające biegnące z pancerza do rękawic, na ścieżki scalone pulsujące błękitnym światłem. Zerknęła w stronę termolacny wiszącej u jej pasa. Może i jestem mała-pomyślała -Ale też jestem wybitnym inżynierem. Sama zrobiłam swój cały ekwipunek, pancerz zasilany reaktorem fotonowym i teraz własnie jest najwyższy czas żeby go użyć! Zacisnęła piąstki tak mocno że aż jej łapki zadrżały. Odbierze przydzielonego jej nieboluska i ruszy do walki jak jej towarzysze.
Ilfilmera Falumen

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Ilfilmera Falumen »

Kobieta zauroczona była widokiem, który otaczał sam obóz. Nie spodziewała się dojrzeć aż takiego piękna w wyspach skradzionych przez Prastarego Smoka. Szum i przygotowania wojenne zupełnie jej nie przeszkadzały. Chłonęła każde słowo, każde zdanie i każdy gest wojaków. Faktyczny światowy rozmiar misji ją zadziwił, jednak nie przytłoczył. Poczuła się jak za dawnych czasów w Orr u boku swego mistrza.
Kotta wyłonił się z drogowskazu jego determinacja zmalała. Nie spodziewał się pojawić od razu w przygotowującym się do wojny obozie, chociaż jakby na to nie spojrzeć, powinien się właśnie na to szykować. Skulił uszy, uspokoił wyrywający się ogon i się rozejrzał. Miejsce było przytłaczające, ale potrafił radzić sobie i w gorszych warunkach, w trakcie łowów i poszukiwań. Jak na łowach, uznał, że musi uważać na otoczenie, skupić się na celu i iść do przodu. Gdy tylko dostrzegł Ilfilmerę, podszedł do niej szybkim krokiem.
- Cześć - Powiedział i położył jej łapę na ramieniu. Zbliżył pysk do jej ucha, następnie odezwał się już ciszej - Dlaczego nic nie powiedziałaś?
Gdy tylko usłyszała powitanie odwróciła się z uśmiechem w stronę głosu. Spodziewała się zobaczyć zielone oczy i ciepły uśmiech pewnego mężczyzny.
- Witaj Ta.. -Urwała nagle, gdy jej myśli wróciły do rzeczywistości. Zamrugała kilka razy odpędzając widok byłego mistrza i obozowiska w Orr. Była gdzie indziej, na innej misji, a przed nią stał szary popielec.
- Co, co ty tutaj robisz? Przecież wiesz, że to niebezpieczne!
- Ta... - Mruknął przeciągle - ...k. Wiem. Mógłbym cię spytać o to samo. Ale właśnie dlatego tu jestem. Nie zostawiłaś żadnego znaku. Nie kazałaś ani na siebie czekać, ani spadać na drzewo - Kąciki jego ust powędrowały w górę, ale brakowało w tym rozweselenia. Może przez jego poważny ton i lekko zmarszczone brwi.
Strażniczka pomasowała skronie i przymknęła oczy zastanawiając się nad czymś głęboko. Po chwili spojrzała prosto w niebieskie oczy popielca pełna niezadowolenia i wewnętrznego napięcia.
- Nie było czasu. Mobilizacja była praktycznie natychmiastowa. Sam dobrze wiesz jak mało czasu było na zebranie się. Dobrze więc. Wiesz gdzie jestem, co będę robić. Możesz wracać, nie czekaj na mnie z obiadem.
Odparła dość chłodno, jakby myślami była zupełnie gdzie indziej. Odwróciła się i skinęła w stronę wcześniej zauważonych Awijczyków.
Nie zabrał łapy od jej ramienia. Uścisnął jej naramiennik, pozwalając sobie na użycie więcej siły, niż zazwyczaj. Wiedział, że nie uszkodzi jej w ten sposób przez zbroję, więc mógł pozwolić sobie na tę nerwową reakcję. Wyprostował plecy, na chwilę dodając sobie wzrostu, ale zaraz przykucnął, by być pyskiem na wysokości twarzy Ilfilmery.
- Mogę. Ale to, co zrobię, to moja decyzja. Tak, jak ty sama postanowiłaś przyjść tutaj. Ale nie pozwolę ci na jedno - Rozchmurzył się. Zawinął ogon tak, żeby chwycić nim kostki kobiety i kontynuował kontakt wzrokowy. - Nie pozwolę ci nie wrócić.
Drgnęła na wspomnienie o brak powrotu. Czy prawdą było, że mimo wszystko wciąż nieświadomie szukała śmierci? Czy gonitwa za smokami była czymś więcej niż zwykłym obowiązkiem? Pokręciła głową i odwróciła się w stronę Kotty kładąc rękę na jego pysku. Westchnęła cicho i o wiele milszym tonem odrzekła.
- Przepraszam. Nie chciałam cię narażać, zbyt wielu ginie przy takich akcjach. Nie zniosłabym gdybyś umarł na moich oczach, a ja znów nie była w stanie nic zrobić.
Cała czwórka uszu popielca oklapła jednocześnie. Rozluźnił uścisk łapy, dotknął gładzącym ruchem tył głowy Ilfilmery i zetknął się z nią czołami
- A mi by pękło serce, gdybym został i musiał czekać do ostatniej chwili by się dowiedzieć, co z Tobą - Wyszeptał, dopiero po skończonej wypowiedzi puścił lubą.
Błękitne oczy Strażniczki zalśniły, a pod hełmem pojawił się rumieniec. Pogłaskała kciukiem policzek Kotty. Otwierała już usta, by coś powiedzieć, gdy nagle po całym obozowisku rozniósł się głos Marszałka Logana. W jednej chwili twarz Ilfilmery stężała, ciało wyprostowało się, a wszelkie ślady emocji zniknęły z jej lica. Spojrzała na mówiącego, ruszyła w jego stronę, by posłuchać co mówi i pociągnęła Kottę za sobą.
Kotta

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Kotta »

Ilfilmera słuchała opisu misji z wielką uwaga powtarzając w umyśle każdy ważniejszy punkt. Mowa o wierzchowcach wybiła ją jednak z pantałyku. Kątem oka spojrzała na Popielca u jej boku i skrzywiła się nieznacznie. Prawdopodobnie będą musieli dzielić siodło, gdyż nie przypominała sobie, żeby Kotta w jakikolwiek sposób opanował coś więcej niż nie spadanie z siodła. A i już to było dla niego dużym wyczynem.
Po dotarciu do kapliczki widok na cielsko Kralkatorika zaparł dech w piesiach Strażniczce. Nie mogła się już doczekać, gdy gad zdechnie. Jednak pozostał jeden problem.
- Na pewno chcesz zostać? Możesz się jeszcze wycofać. - Zagaiła do popielca z lekką nadzieją w oczach.
- Jestem pewien, że chcę tutaj być. - Dotknął pasa, na którym miał zawieszony na sobie Miotacz Bełtów. Nie chciał zdradzać lęku, ale go czuł.
Trzymał się blisko strażniczki. Nie tylko dlatego, że wola chronienia jej była jego napędem, ale przy niej czuł się bardziej komfortowo. To nie była kwestia tylko serca, ale też tego, że wierzył w jej zdolności.
- I nie zmienię zdania - Chwycił ją na krótki moment za dłoń.Kobieta uśmiechnęła się lekko i spojrzała z płonącą w oczach determinacją. Przyglądała się dokładniej, gdzie osoby nie posiadające Łuska się zgłaszały. Gdyby była sama pewnie wybrałaby zwinnego i zwrotnego, jednak w ich aktualnej sytuacji będzie cieszyła się z takiego, który uniesie uzbrojoną po zęby kobietę i popielca. Korzystając z tego, że Kotta chwycił jej dłoń pociągnęła go w stronę punktu odbioru Łusków.
- Pamiętasz jazdę na Skoczkach? Tu pewnie będzie mocniej trzęsło. Trzymaj się mocno. I niech Szóstka cie broni przed strzelaniem przez moje ramię.
Łotr pokiwał łbem. Wiedział też, do czego zmierza ta wyprawa. Będzie musiał wsiąść na wierzchowca, a jedyne, co potrafi robić, to utrzymywać się na siodle. Nie dzięki temu, że rozumie ruchy zwierzęcia. A tylko wykorzystując swoją siłę i zręczność.
- Oby był tu taki, który udźwignie też pasażera. - Sapnął niezadowolony - Będę ostrożny, obiecuję. - Gdy już dostaną się razem z Ilfilmerą do miejsca przydziału Łusków, wypyta się o to, czy którykolwiek będzie w stanie udźwignąć jednocześnie zbrojną i jego. Jeśli będą wątpliwości co do wagi, zaproponuje, że może zrezygnować ze swojej kolczugi i zostać w samej przeszywanicy, chociaż oczywiście wolał tego nie robić. To miał być ruch ostatniej opcji.
Kaeiles Mathre

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Kaeiles Mathre »

Spojrzała z czułością na męża gładząc mu porośnięty policzek po czym wstała poprawiając swój ubiór. Jej dłoń powędrowała na pas sprawdzając czy miecz znajduje się w pochwie po czym schyliła się i wyciągneła z cholewy buta sztylet, obróciła nim w ręce i powrotem schowała.
Nim zdążyła się wyprostować dziób Cif uderzył ją w głowę.
- No wiesz Ty co, przecież o Tobie nie zapomniałam - lekko rozbawionym tonem zwróciła się do kruczycy po czym podnosząc dłoń wzburzyła jej pióra i poprawiła kostur na plecach.
Spojrzała przed siebie, jej ramiona uniosły się po czym opadły, a z jej ust wydobyło się ciężkie westchnięcie, wzrok powoli wędrował od twarzy do twarzy rejestrując radość, smutek oraz zadumę ilekroć widziała znajome oblicze kiwała głową unosząc w gore delikatnie kąciki ust . Stała jeszcze przez chwile rozluźniona po czym przeanalizowała na chłodno słowa Marszałka, jej oblicze momentalnie zmieniło się z łagodnego na twarde i zdeterminowane, ruszyła.
Żwawym krokiem udała się do swojego niebołuska, a gdy przy nim stanęła wyciągneła otwartą dłoń i zbliżyła ją do jego pyska nęcąc go zapachem świeżego mięsa. Widząc jak ochoczo zwierzę pochłonęło przysmak i oblizało jej rękę poklepała go po szyi.
- Znamy się tak krótko, a już tyle za nami, a jeszcze więcej przed - wypowiadając te słowa wsuwała stopę w strzemię i z lekkością odbiła się od podłoża by wylądować na jego grzbiecie.
- Tym razem powalczymy sami, Nassana pewnie przygarnie jakiś wojskowy - poklepała niebołuska i skierowała go do drogowskazu zwracając uwagę co poniektórym maruderom, którzy chcieli wejść pod ogromne cielsko zwierzęcia. Kierowała się na miejsce zbiórki, to było teraz jej celem.
Nassan Bloodclaw

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Nassan Bloodclaw »

Nassan ruszył do reszty, popielec miał owinięte bandażem odsłonięte części ciała poparzone po poprzednim starciu, które mimo opieki medycznej bolały. Mimo to futrzak nie poddał się, wychodził z założenia że "Jak boli to znaczy że żyjesz". Jego pysk zakrywał hełm zakrywające bandaże i odsłoniętą poparzoną skóre, a ogon zaopatrzony był o metalową nakładke. Nassan po uzupełnieniu poziomu alkoholu, oraz po krytycznych ranach, nieco zirytowany wydawał się być bardzo trzeźwy, poważny i przede wszystkim zaangażowany do dalszego działania, budząć w sobie popielczą dyscypline oraz złość.
Popielec widząc Eve potrzedł do Asurki, ktoś tak ostroży jak ona maże pomóc uniknąc mu wszelkich dalszych krytycznych ran. Mimo wyglądu i bandaży, można było go poznać po pancerzu i głosie.
- Mogę polecieć z tobą, razem nakopiemy tej gadzinie do dupy...
Zapytał sie ze spokojem Evy, jeżeli z jakiegoś powodu nie przyjeła go, to szukał innej osoby oprócz Kae, nadal czuł niechęć do kontaktu z żywiołową kobietą. Jeżeli i to nie wypaliło był zmuszony samemu osiedlić wierzchowca, doświadczenie z Hik-Hikiem oraz obserwacja Eati ze Szczerbatkiem mogła mu pomóc w współpracy ze zwierzeciem.
Warden

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Warden »

ObrazekObrazekObrazekObrazek
Marszałek Paktu wydawał swoje rozkazy, a żołnierze kierowali się przydziałami. Każdy miał zapewnione zadanie, a cel był prosty - współpracować ze wszystkimi sojusznikami i zabić Prastarego Smoka - Kralkatorrika. Niegdyś tak dalekie i nieosiągalne zadanie było wręcz na wyciągnięcie ręki. Aiwijczycy byli jednymi z wielu sojuszników, gotowi by wyruszyć po raz ostatni na front...
Obrazek
Pierwszym zadaniem Aiwijczyków było przedostać się do Punktu Zbiorowego, czyli już znanego co niektórym osobom miejsca, osadzonego na części odłamków Balthazara. Przechodzac przez Drogowskaz każdy mógł odczuć mocną zmianę klimatu, z przyjemnego oraz chłodnego, do groźnego i gorącego. Niektórzy Aiwijczycy, którzy już brali udział w poprzedniej misji zauważyli, że teren się zmienił po wybuchu. Na języku dało się odczuć metaliczny smak, natomiast w powietrzu unosiła się woń zjonizowanego powietrza. Oczom ukazywały sie podniszczone skały, pokruszona na kawałki kaplica upadłego boga ognia i wojny oraz powyłamywane drzewa. Niemniej jednak sojusznicy z Paktu nie czekali przez godzinę na daremno, przygotowywali Punkt Zbiorczy do ostatniego etapu misji. Widać było nazgromadzone zasoby oraz środki do walki z Brandami - plecaki z specjalnymi broniami - Wiecznym Ogniem (5 szt.) oraz Włóczniami Smoczej Krwii (5 szt.). Jeśli ktoś już miał zestaw, mógl na spokojnie sobie uzupełnić zapasy lub zmienić na inny...

Co więcej Aiwijczycy mogli zauważyć gniazda Niebołusków, których było dość sporo. Każdy mógł sobie znaleźć rozumnego i gotowego do akcji wierzchowca. Smoczęta były potężne i majestatyczne, od razu osiodłane oraz zapewne wyszkolone do współpracy z jeźdźcem. Różniły się charakterami, kolorami, maścią, posturami - dla każdego coś się znalazło. Widać było po wierzchowcach, że były nieco bardziej... Aktywne. Jakby wyczuwały, że coś się zaraz będzie działo...

Na miejscu poza Aiwijczykami pojawili się również sojusznicze siły, grupa jeźdźców, która od razu zabrała się za przygotowania do rozpoczęcia ostatniej fazy operacji. Byli to doświadczeni wojacy, wszyscy Nornowie. Najbardziej rzucał się w oczy facet ze zbroją pokrytą kościami i czaszkami, ktory wybrał sobie największego Niebołuska. Wyglądał na takiego, który mógł wziąć pasażera na gapę, gdyby się taki odnalazł. Inni jeźdźcy od razu się uzbroili i czekali na sygnał Koordynatora, jak również na dokładniejsze określenie ich przebiegu misji. Obca grupa jeźdźców widząc Aiwijczyków, którzy już mieli wierzchowce widocznie byli zdziwieni, ale widać było po nich ekscytację... W końcu mieli pewnego rodzaju godną konkurencję.

Aiwijczycy nie byli tu sami, wsparcie dawało im pewnego rodzaju otuchę... Lecz, czy nie oznaczało to znacznie trudniejszych stojących przed nimi wyzwań? Czas jedynie pokaże... Aiwijczycy mieli ostatnie kilka chwil na przygotowanie się oraz osiodłanie wierzchowców, przed dokładnym wprowadzeniem w operację oraz jej rozpoczęcie...

Część I odpisu dla uczestników>> Tutaj Aiwijczycy mają dosłownie 5 minut na ostatnie przygotowania i wymianę zdań... Po tym czasie nastąpi kolejna sytuacja... <<

(Kontynuacja... Po pięciu minutach)Wyszedł znajomy niektórym Aiwijczykom Sylvari, a dokładniej Koordynator Paktu. Ten widząc znaną już grupę, po prostu cicho westchnął oraz krzyknął - Dobra, koniec już zbierania się... Chodźcie, mam tu dla Was plan działania. - Odczekał trochę czasu, aż przybyła już większa grupa i zaczął mówić...

- Dobra... Jesteśmy tuż przed ostatnią fazą. Kralkatorrik po utracie swoich czempionów zaczął się leczyć, lecz... Widoczne są na jego ciele otwarte rany, które już nadzorujemy od jakiegoś czasu. Waszym zadaniem jest zniszczyć te strupy... Zaraz Wam pokażę na mapie wszystkie z nich. Co więcej, macie dużą przewagę nad wrogiem... Posiadacie Niebołuski, zdolne do walki w powietrzu. Lecz na tym dobre wieści się kończą... Posiłki wroga osadziły się przy każdej z ran. Jest ich mnóstwo oraz czekają na pewnego rodzaju uzdrowicieli... Menderów... Na szczęście przybyli bardzo uzdolnieni najemni Strzelcy Wyborowi z Elony pod dowództwem Mentorki Nakato Ibori. Brzmi znajomo? Nie mieliśmy możliwości, żeby wcześniej ich przyjąć, ale teraz gdy Obóz Olmakhan został umocniony, pomagają nam na moce kontraktów... Uważajcie na czerwone lasery, żeby w Was nie trafiły... To ich znaczniki, nie chcecie znaleźć się na linii ognia, wierzcie mi... -

Obrazek
- Dostałem właśnie aktualizację rozkazów... Są trzy ścieżki... A Was wszystkich 12 osób, licząc grupę Siódmą i Ósmą... Podzielę Was wszystkich na trzy równe grupy. Żółtą ścieżką polecą Nornowie oraz Popielec mumia, który wygląda jakby szukał kompana do lotu i Asura. (2 NPC'e + Nassan, Eva). Ścieżką różową... *Pokazuje palcem (Kae, Warden, Dezi, Edward)*. Ostatnią opcję zajmują *Również wskazuje palcem (Kotta, Ilfilmera, Claire, James)*. Dobra, macie minutę do odlotu... Od razu kierujcie się do pierwszego punktu na swojej ścieżce. Powodzenia. -
Podział na grupy - uproszczone
✦ Zólta: Nassan, Eva + 2 NPC
✦ Różowa: Kae, Warden, Dezi, Edward,
✦ Zielona: Kotta, Ilfilmera, Claire, James,
Część II odpisu dla uczestników>> W tym momencie nastepuje rozpoczęcie misji oraz wyruszenie w stronę swego celu oznaczonego na mapie. (Następna tura będzie już bojowa z uwzględnieniem wrogów oraz opisów poszczególnych ścieżek). <<
OOC
✦ Deadline - 26.05.2020 - 23:59

✦ Tura rozgrzewka; niskie zagrożenie.

✦ Tl;dr - Podzielono Was na 3 grupy. Każdy ma swoje zadanie. Opisz swoje ostatnie przygotowania oraz wyrusz na Niebołusku w stronę pierwszego punktu swojej ścieżki.

✦ To masywny post - w razie pytań, nieścisłości, błędów - zgłaszać via Discord ;)

✦ Skyscale przydzielone już mieli - Edward, Claire, Kaeiles, Warden.

✦ Nagroda za II Rozdział "Wsparcie Strzelców Wyborowych" - Istnieje szansa, że podczas tury snajper wystrzeli z daleka. Uważajcie, bo działa tu Friendly Fire.

✦ Wierzchowiec OPCJA NPC - Osoba, która dosiądzie się do Norna (NPC'a) opisuje dwie postacie - czyli NPC, którego zapożycza oraz swoją własną. Statystyki Norna: Wojownik, 2 lvl jeździectwa, 5 szt. włóczni, 4 lvl miecz dwuręczny (Mithril), 4 lvl okrzyki, pełny ciężki pancerz kościany. Kara za zapożyczenie - Niebołusek szybciej się męczy.

✦ Wierzchowiec OPCJA GRACZ - Można wejść do kogoś na "przylepę", ale wtedy taką osobę oraz jeźdźca czeka friendly fire. Czyli obrywa jeździec, pasażer i wierzchowiec, nawet jeśli będzie to wynik czyjegoś błędu! #TakNaLogikę.

Organizacyjne prośby od GMa:

1) Przewidziałem odpisy uczestników na 2 części, by skrócić tok wydarzeń sobie i Wam... Przewiduję tu przykładowy format odpisu, żeby było jasno:
Część I
Bla bla bla... Opisz tutaj ogółem ostateczne przygotowanie, dobranie Niebołuska, podrapanie się gdzieś, etc... Bla, bla, bla...

Część II
Bla, bla, bla... Opisz tu ogółem, że bierzesz Niebołuska i lecisz. Bla, bla, bla...

(OSTRZEŻENIE - Jak ktoś dla jaj przepisze "bla bla bla", dostanie karę od GM'a w następnej turze).
Edward

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Edward »

CZĘŚĆ 1
"No tym razem najwidoczniej nasza grupa jest trochę większa, widzę ze trzech nowych Aiwijczyków których ani trochę nie kojarzę. Zapewne zbyt długo nie integrowałem się z zakonem by wiedzieć o nowych członkach.. Jednak teraz to mało istotne. Przydzielili nam też paru Nornów i jakiś Sniperów.. ciekawe. Dobrze widzieć że Niebołuski są całkiem nieźle przyjmowane przynajmniej przez pakt, zdaje się że mogą stać się naszymi sprzymierzeńcami na dłużej.. mamy jednak chwilę i zdaje się że możemy uzupełnić swoje zapasy, a ostatnio te włócznie były całkiem przydatne."
Tak więc zszedłem na chwile z Łuska by przejść się po trzy brakujące włócznie i po chwili wrócić do swojego towarzysza, po czym dołączyliśmy do odprawy Sylvarskiego taktyka.

CZĘŚĆ 2
"A więc podzieleni na trzy grupy atakujemy ciało wielkiego smoka.. Ciekawe czy tylko ta nasza ilu nas jest? 12? Weźmie udział w tym ataku czy z innych obozów też zaatakują czy polegają w całości jedynie na ty że nasza niewielka grupa ruszy szturmem na pradawnego smoka i odetnie go od źródła życia.. W rzeczy samej ciekawe. W każdym razie bliski kontakt z Kralkatorikiem z pewnością będzie ciekawym przeżyciem.. nie mogę się już doczekać!"
Przydzielono mnie do jednej drużyny z Radnymi i kimś nowym kogo nie miałem okazji poznać, ruszyłem więc postanowiłem zgrupować się z nimi i oczekiwać wylotu, przez chwilę zdawało mi się że usłyszałem w swojej głowie jakiś głos mówiący "Ah kupa i tu idziemy znów" czy coś w tym stylu, nie wiem czy był to dobry znak, ale postanowiłem go zignorować i jedynie poklepać przyjacielsko swojego wierzchowca po szyi.
-No to co? Wracamy w przestworza?
Powiedziałem do smoka, choć otaczający mnie ludzie mogli mieć wrażenie że nie kierowałem tych słów do smoka, a do ogółu.
Warden

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Warden »

Część I:
Po wyjściu z Drogowskazu Warden spojrzał się za żoną i odparł do niej, gdy tylko również przybyła na miejsce - No i raz jeszcze w tym miejscu... Trochę się zmieniło po tym wybuchu. Wygląda na to, że mamy jeszcze trochę czasu, jak masz coś do uzupełnienia, to widzę pojemniki z Wiecznym Ogniem i plecaki z Włóczniami. Ja mam wszystko, co mi potrzeba... Czekam tutaj. - Uśmiechnął się do żony, po czym przyglądał się działaniom reszty Aiwijczyków. Również wzrokiem spoglądał na nowych przybyłych. Nie kojarzył ich, zapewne to byli jacyś najemnicy, lecz póki byli sojusznikami... Nie przeszkadzali mu.

Część II:
Skinął głową na słowa Koordynatora. Każdy miał swoje zadanie oraz określony cel. Chwycił za lejce po przyjęciu informacji oraz nakierował Niebołuska do krawędzi do odlotu w swoją stronę. Spojrzał się na żonę i odparł do niej - Razem raźniej... Jest z nami jeszcze Edward i Dezi. Mam dobre przeczucie... No, to jazda. - Spojrzał się po chwili na resztę swoich kompanów w grupie i odparł - Nie ma na co czekać... Powodzenia i lecimy! - Wziął mocniej lejce i wziął na wierzchowcu potężny rozbieg, by na krawędzi odbić się oraz rozpocząć lot Niebołuskiem w stronę pierwszego celu...
Kotta

Re: Wieczna Wojna - Rozdział III

Nieprzeczytany post autor: Kotta »

Część I
Zapoznając się z otoczeniem wyraźnie powęszył poruszając nosem. Czując ognistą aurę zaczął się nerwowo rozglądać, wymiar Balthazara nawet w postaci odłamków bardzo mu się nie podobał. Syknął cicho między kiełkami, nie tylko przez niechęć do otoczenia, ale też próbował jakoś pozbyć się metalicznego posmaku z języka. Szybko jednak się poddał, zwyczajnie godząc się z tym, że musi się do tego przyzwyczaić.
Gdy zasłyszał słowa Radnego, spojrzał się w stronę specjalnej broni. Pacnął łydkę Ilfilmery ogonem, żeby zwrócić jej uwagę i ruszył w stronę uzbrojenia. Bez zastanowienia zdecydował się wybrać włócznie, podszedł od strony przeciwnej niż ten cały "wieczny ogień". Po dozbrojeniu się, wrócił do pozostałych. Słuchał koordynatora uważnie, co kilka jego słów przytakując. Przy okazji załadowując rewolwer zwykłą amunicją, podwieszaną lufę amunicją oszałamiającą, a miotacz bełtów bełtem tradycyjnym.

Część II
Dołączył do Ilfilmery i Łuska, którego wybrała. Sprawdził, czy siodło pasuje tak, by mógł na nim bezpiecznie usiąść. Jeśli nie było dwuosobowe, to obwiązał by się swoją liną w pasie i przywiązał ją do siodła, by nie ryzykować spadnięciem, a po zajęciu miejsca, ściągnął białowłosej hełm. Nie dając jej wiele czasu na zrozumienie, co się stało, przytulił ją zza pleców i otarł się bokiem pyska o jej policzek. Korzystał z ostatnich chwil na czułość przed wyruszeniem. Po tych kilku sekundach, znowu nałożył lubej jej nakrycie głowy i kontynuował przygotowania.
Szykując miejsce dla siebie, za priorytet wziąłby swoją wygodę siedzenia i jeśli podoła usadowić się stabilnie, to chwyci w obie łapy miotacz, tak, by kolbę mieć przy prawym ramieniu.
- Będę mógł strzelać tylko w lewo i w tył bez przekładania broni w drugą łapę. - Poinformował strażniczkę.
Jeśli nie znalazł wygodnego ułożenia, zdecydowałby się trzymać siodła lewą łapą, a w prawej mieć rewolwer. Wtedy nie komentowałby o kierunku strzelania, bo bronią jednoręczną łatwiej celować w różnych kierunkach będąc na wierzchowcu.
ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 1 gość