Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Teraz jest Wt wrz 29, 2020 6:35 pm



  • Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 81 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona
    Autor Wiadomość
     Tytuł: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: N sty 26, 2020 12:54 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 509



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Opiekun (RP) Loremaster (RP) Zwycięzca Igrzysk Angu Mister Aiwe Radny
    Muzyka
    ObrazekObrazek
    ObrazekObrazek

    Tuż po wpłynięciu ogłoszenia do Bractwa Aiwe, nie trzeba było długo czekać na odzew ochotników, chcących wziąć udział w walce przeciw osłabionemu Kralkatorrikowi. Prastary Smok był już w punkcie, gdzie zostało przeprowadzić ostatnie skoordynowane działania. Przez ten czas, gdy Aiwijczycy przygotowywali się do starcia, Generał Almorra Soulkeeper przygotowywała wraz z taktykami wytyczne operacji...

    Obrazek

    Wezwani ochotnicy mieli stawić się w leśnym obozie Strażników Mgieł. Tam właśnie mają zostać poprowadzeni dalej. Edward zjawił się jako pierwszy ze wszystkich tuż niebawem. Wziął głęboki wdech i poczuł najświeższe i najlżejsze powietrze, jakie kiedykolwiek miał okazję doświadczyć. Rozejrzawszy się niebawem dostrzegł co prawda znany już obóz, ale poza i ponad nim niesamowite widoki natury. Fragmenty domeny Melandru z Mgieł kryły w sobie pewne dzikie roślinne piękno oraz tajemnicze stworzenia. Trudno było sobie wyobrazić, że mogło coś takiego istnieć. Edward dodatkowo mógł dostrzec w oddali niekontrolowane wyładowania energii, które dziko tańczyły w powietrzu oraz przemierzały własnymi ścieżkami. Człowiek wtedy mógł sobie zdać sprawę z tego, jak wielka anomalię spowodował Kralkatorrik swym upadkiem. Spostrzegawcze oko Edwarda dostrzegło coś, co mogło wzbudzić ogromną ciekawość. Stworzenie, które widział wcześniej w głównym obozie, przelatywało ponad jego głową. Majestatyczne duże umięśnione skrzydła uderzały w powietrzu dość głośno, a smocze ciało oraz pysk goniło za dziką latającą energią oraz zjadało ją. Zafascynowany Edward dostrzegł, że dane istoty również pożywiają się magią, zarówno jak Wyverny czy Drake. W jego głowie mogły zrodzić się pytania.

    Pewien Ludzki naukowiec z Paktu podszedł do zafascynowanego Edwarda, który wyjątkowo bardzo rzucał się w oczy oraz powitał go -Witaj Aiwijczyku, widzę, że dostrzegłeś te niesamowite stworzenia... Widzę, że mam do czynienia również z badaczem, bo nikt inny z żołnierzy, nie przejmuje się ich obecnością. Ciekawy widok powiem szczerze... Nie są agresywne, a wcześniej ich nie widzieliśmy. Nazwano je Niebołuskami... Wiemy tyle, że pojawiły się dopiero tutaj, gdy Kralkatorrik spadł z Mgieł. Podejrzewamy, że mogły zostać zrodzone w dorosłej postaci... Wewnątrz Mgieł. - Badacz spojrzał się na Edwarda i ocenił go wzrokiem, po czym odparł - Wyglądasz mi na zafascynowanego tymi tematami, to powiem Ci nieco więcej, co prawda nie mamy tu za wielu naukowców do rozmów... Zauważyliśmy, że zakładają swoje gniazda i pilnują jaj. Niestety zauważyliśmy, że chorują na zbyt szybkie dojrzewanie... No, ale uda nam się jakoś to naprawić. Co ciekawe, są pomniejszymi smokami i choć gonią za tymi... Dzikimi anomaliami w powietrzu oraz pożywiają się nimi... To nie mogą wejść w wyższy stan egzystencji, jaki określamy Prastare Smoki. Nie atakują nas i są nastawione pokojowo, co więcej... Można na nich latać, może kiedyś będziecie mieli na tyle szczęścia, by je osiodłać? - Naukowiec widocznie rozgadał się, po czym nagle słyszał krzyki w jego kierunku - Te! Jest robota! Nie zanudzaj swoimi gadkami przybyszy i przydaj się na coś! - Człowiek z Paktu zląkł się oraz i podskoczył, po czym szybko i bez pożegnania wyruszył robić swoje, pozostawiając Edwarda wpatrzonego w niebo.

    Niebawem przybyła białowłosa Claire wraz z Hati. Przygotowana na wyzwania kobieta sprawiała wrażenie zdeterminowanej, pewnej siebie oraz przede wszystkim gotowej. Odeszła wraz z wilczycą na bok i przyglądała się okolicy. Zauważyła Edwarda, co się gapił ciągle w niebo, łapiąc wzrokiem Niebołuska. Kobieta również mogła dostrzec latającego pomniejszego smoka, co śmiga ponad nimi oraz łapie dziką energię. Niemniej jednak skupiła się na paleniu papierosa oraz przyglądała się lasu. Wewnątrz gęstwin mogła dostrzec różne gatunki zwierząt, niektóre mogły ją nawet zadziwić. Co ważniejsze, kobieta zauważyła, że wyładowania w postaci piorunów zdarzały się bardzo rzadko, porównując do poprzedniego razu. Świadczyło to głównie o możliwej bezpiecznej drodze przez odłamki Domeny Melandru. Kątem oka dostrzegała kolejne nadchodzące osoby ze strony Drogowskazu...

    Pojawiła się wkrótce kolejna osoba z Bractwa Aiwe, Rita, która zapewne była podekscytowana taką możliwością. Przybyszka widząc po raz pierwszy ogromny obóz otoczony jeszcze większą naturą, mogła dostać wręcz lekkiego zawrotu głowy. Tak wiele się tu działo - latająca Niebołuska goniąca za dziwnymi elementami magii, wojska Paktu przygotowujące się do wypraw oraz głośne dźwięki z oddali świadczące o walkach. Mogła również zauważyć swoich towarzyszy nie tylko z Aiwe, ale także znajome twarze z Zakonu Vigil, które postanowiły wziąć również udział w operacji. Kobiecie mogło zająć trochę czasu na oswojenie się z nowym oraz mocno obciążającym umysł doświadczeniem...

    Następnie w błysku Drogowskazu pojawiła się Technolog Eva. Niewielka Asura mogła sobie przypomnieć Orr oraz jej przygody, widząc sytuację dookoła. Nie było to dla niej zaskoczeniem, a raczej pewnego rodzaju powiew nostalgii z dawnych czasów. Mogła również dostrzec poza Aiwijczykami parę znajomych twarzy, niemniej jednak zbyt zajęte na rozmowy o starych czasach. Wraz z pozostałymi ochotnikami z Bractwa Aiwe, Technolog Eva czekała na dalszy rozwój sytuacji...

    Niebawem przybył również Alarug, Popielec z twardym wyrazem twarzy oraz solidną posturą wyglądał, jakby był w istocie urodzony do takich operacji. Idąc powoli do reszty swych towarzyszy z Bractwa, mógł również dostrzec zamieszanie dookoła związane z natarciem na Kralkatorrika. Wkrótce dołączył do reszty i czekał na odprawę...

    Chwilę później pojawił sie również Właściciel Karczmy Nassan stanął również w szeregu. Wyglądał na nieco zamartwionego, jakby ogrom myśli wczesniej przechodził przez jego umysł. Pozostawił za sobą bezpieczne Miasto Aiwe, karczmę "Pod Pijanym Strzelcem" oraz rodzinę, która jeszcze wypoczywała we śnie. Nassan wkrótce wypatrywał co się dzieje dookoła...

    Radna Kaeiles przybyła na miejsce wraz z Wardenem. Wyglądało na to, jakby rozmawiali jeszcze przez chwilę, po czym się rozdzielili. Kobieta podeszła do Aiwjiczyków, natomiast jej mąż udał się do jednego z namiotów, zapewne by poinformować o przybyciu sił wsparcia z Bractwa Aiwe...


    Obrazek

    Minęło trochę czasu, lecz ten nie zdawał się płynąć powoli, wręcz przeciwnie. W tych okolicznościach było zupełnie inaczej. Po 15 minutach wkrótce do zebranych podchodzi Warden oraz odparł głośno, by skupić na sobie uwagę ochotników z Bractwa Aiwe. -Witajcie, dobrze Was widzieć w takiej ilości... Przyda nam się jak najwięcej par rąk do walki z Kralkatorrikiem... No, ale nie ma czasu na pogawędki. Sprawa jest najwyższej wagi i dobrze o tym wiecie. Zaraz przyjdą tu Logan i Rytlock, powiedzą wszystko o misji... -

    Warden, gdy przemawiał do swoich towarzyszy broni, zauważył katem oka, że wcześniej wspomniane postacie przybyły. Marszałek Logan Thackeray odparł do Radnego - Dziękujemy za zapowiedź, Wardenie. - Skinął głową do Człowieka. Warden odwzajemnił gest, po czym stanął w szeregu koło Kaeiles, czekając na szczegóły. Rytlock jak to zwykle z swoim surowym wyrazem twarzy jedynie mlasnął pod nosem i coś mruknął. Logan widząc, że wszyscy słuchają, przemówił i skrzyżował ręce -Jak wspominał Warden, Kralkatorrik leży, a my mamy go jak na widelcu... - Po chwili Marszałek wyciąga mapę oraz objaśnia strategię...

    Mapa Operacji


    Marszałek Logan Thackeray wskazuje palcem na poszczególne wypisane elementy oraz objaśnia wszystkich opis oznaczeń... Po czym odparł - Możecie zadecydować, którą pójść drogą. Będziecie mieć również wsparcie Paktowiczy, choć nasza liczba zmalała drastycznie ze względu na problemy w Orr oraz tutaj. Wasza grupa, będzie musiała pomóc w zabiciu jednego z trzech potężnych przeciwników... Zwiadowcy twierdzą, że się ukrywają, widać jedynie pomioty otaczające ciało Kralkatorrika.

    Pamiętajcie, zasoby mamy w tym przypadku ograniczone, więc będziecie mogli wziąć jedynie kilka sztuk tylko jednego rodzaju dodatkowej broni. Szukamy też jeźdźców, którzy będą uderzać z góry, więc jeśli znacie podstawy, to możecie wziąć Niebołuska na czas operacji. Oswoiliśmy i wyszkoliliśmy dorosłe osobniki. Jeśli ktoś zna podstawy to może z nich skorzystać i walczyć z niebios...

    Również udostępnimy Wam włócznie z Smoczej Krwi, które bardzo mocno ranią spaczone pomioty. Jeśli zechcecie, to pozyskacie kołczan z pięcioma sztukami. Wykorzystujcie je mądrze, bo są śmiercionośne dla wroga i są w stanie zadać mu poważne obrażenia. Wystarczy nimi rzucić lub wbić w wroga. Polecam zachować jedną sztukę i zachować ją jako broń do walki wręcz. Nie ma tu większej filozofii, każdy może z tego korzystać...

    Pozyskaliśmy też potężny surowiec do walki z Odłamków Balthazara, Wieczny Ogień, który również niszczy pomioty. Kryształ wewnątrz którego jest zaklęty ogień, wystarczy nim rzucić lub w inny sposób pozyskać iskrę, by doprowadzić do niezwykłego pożaru. Jeśli nie znacie się na materiałach wybuchowych, pirotechnice albo na ogniu w ogóle, to lepiej z tego nie korzystajcie, możecie zrobić krzywdę sobie lub towarzyszom...

    Czasu mamy niewiele, dlatego przedstawię Wam przebieg operacji...
    Macie dostępne trzy punkty startowe. Pierwszy jest z okolic naszego lasu, droga jest dość prosta, można przejść pieszo oraz niebiosami. Najkrótsza droga do przeciwnika i ciała Kralkatorrika, ale... Wszędzie dookoła są niebezpieczne kryształy. Możecie zostać zaskoczeni, zarówno przez Strażnika, jak pomioty. Nie ma tu za wiele miejsca na manewry.

    Drugi punkt jest ze strony Odłamków Zaświatów. Stacjonują tam Olmakhan, którzy mają widok z góry. Będziecie mieli element zaskoczenia, ale jeśli pójdziecie pieszo... Zmęczycie się przed samą walką. Tutaj pole jest największe, więc pod skałami ukrywają się też inni przeciwnicy. Będą czekać i spróbują Was wymęczyć, zanim pojawi się sam Strażnik.

    Trzecie miejsce oznaczone na mapie prowadzi z Odłamków Balthazara. Tamtejsza droga jest tylko i wyłącznie dostępna przy pomocy Niebołusków. To duży kanion, a na platformie widziano tylko i wyłącznie Strażnika z kilkoma pomiotami. Haczyk jest taki, że parę Niebołusek nam tam zestrzelili i jeśli spadniecie... To będzie koniec. Tamte tereny są dostępne tylko i wyłącznie drogą powietrzną.

    Jako Bractwo Aiwe dostaniecie możliwość wyboru i zdecydujcie się, którą pójdziecie ścieżką... Wracając do etapów, które są takie same dla wszystkich grup...

    Etap pierwszy, to dostanie się na miejsce poprzez Drogowskaz. Tam będziecie mieli chwilę czasu na pożegnania oraz dozbrojenie się, czy oswojenie z Niebołuskami. Dostaniecie wyraźny sygnał od taktyka, by zacząć działania. Część z grupy wsparcia, nasi ludzie, pójdą z Wami, a inna zaś pójdzie niszczyć wrażliwe punkty na ciele Kralkatorrika. Waszym zadaniem będzie zniszczenie Strażnika broniącego jeden z takich obszarów. Spodziewajcie się, że to będzie ciężka walka i nie ma miejsca na pomyłki...

    Etap drugi, to przejście w górę ciała Kralkatorrika. Mamy nadzieję, że chociaż 1/4 z nas przetrwa oraz zdołamy stawić czoła ostatniemu potężnemu przeciwnikowi. Jeśli uda nam się go zniszczyć, będziemy w stanie uderzyć w ostatni punkt... W tym samym czasie wraz Rytlockiem, Caithe, Zafirah i Taimi wspomożemy Commandera, który wraz z Aurene uderzy w środku Prastarego... Lecz wpierw Wy musicie dać nam szansę zwycieżając na górze. Jeśli się uda... Być może zabijemy Kralkatorrika.

    Powodzenia, Aiwijczycy... Dajcie znać koordynatorowi, którą drogą pójdziecie.
    -

    Logan przestał mówić i dał kopię mapy Wardenowi, po czym skinął głową z szacunkiem do wszystkich ochotników i wraz z Rytlockiem ruszył w swoją stronę, zapewne by się spotkać z Commanderem i resztą grupy. Wkrótce z głównego namiotu przybył wcześniej zapowiedziany Koordynator Paktu i czekał na decyzję, lub może bardziej głosowanie.


    Obrazek


    OOC
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: N sty 26, 2020 6:11 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 27
    Edward nie mógł po prostu uwierzyć własnym oczom.. choć w sumie mógł i dokładnie to zrobił, widoki były tak piękne jak wspaniałe było oddychanie miejscowym powietrzem. Nic jednak nie mogło przebić piękna i majestatu bestii która owe powietrze przeszywa.
    A więc to musi być jedna z tych istot które obserwowały nas gdy tu przybyliśmy.. teraz nie mam już wątpliwości. To muszą być smoki, ale są.. po naszej stronie? Tak jak Aurene? Jak wiele mnie tu ominęło?

    Gdy do Edwarda przybliżył się naukowiec, ten przywitał się..
    -Witaj, w rzeczy samej niesamowite..
    Spojrzał tylko na parę sekund na rozmówcę i skupił ponownie wzrok na manewrującej nad ich głowami istocie słuchając jednak uważnie słów badacza.
    Trochę dziwi mnie że wedle jego słów nikt inny tak bardzo się nimi nie przejmuje.. jak można niemal ignorować ich obecność? Rzeczywiście nie agresywne smoki.. nazwane Niebołuskami.. świeżo zaistniałe po upadku Kralkatorika prawdopodobnie z mgieł..
    Edward chciał oczywiście dowiedzieć się o nich więcej, jednak nim zadał pytania badacz wyprzedził go kontynuując swój monolog. Mesmera nieco zaniepokoiła informacja o ich chorobie, jednak jego obawy uspokoiły się gdy ten pewnym głosem zapewnił że dadzą radę rozwiązać owy problem.
    A więc to pomniejsze smoki także żywiące się magią, jednak nie mogące stać się prastarymi smokami..
    Same wspaniałe informację, a nadzieje Edwarda wzrosły jeszcze bardziej gdy usłyszał iż można je osiodłać i wzbić się z nimi w przestworza. Informacja ta odrobinę nim wstrząsnęła i całkiem nieźle poruszyła jego wyobraźnią. Gdy po chwili okiełznał swe marzenia zwrócił się w stronę rozmówcy chcąc kontynuować rozmowę, jednak tego już tam nie było.. Zapewne ruszył wykonywać swoje zadanie.. jeżeli chcę nacieszyć się tymi Niebołuskami także będę musiał wykonać swoje.. Może po wszystkim pozwolą mi zostać i jakoś wspomóc działania w ich sprawie.. o ile przeżyje.. Pomyślał i wrócił do obserwacji niebios w oczekiwaniu na pozostałych.

    W miarę przybywania kolejnych Aiwijczyków witał się z nimi skinieniem mając wyraźnie mniej nijaki wyraz twarzy, a nawet wyglądał na szczęśliwego. Nie ukazywał tego jednak zmartwiło go to jak niewielu członków bractwa zjawiło się tym razem..
    Ostatnio było mniej więcej dwukrotnie tylu.. czyli to takie uczucie gdy ludzie z którymi się zaprzyjaźnisz nie wrócą z misji i nie pojawiają się na kolejnej.. mało przyjemne.

    Po przybyciu Marszałka i rozpoczęcia odprawy. Martwiące były informacje o znaczącej utracie jednostek Paktu oraz o mocarnych przeciwnikach z jakimi mamy się zmierzyć.. jednak dokładnie na to się pisaliśmy. Nie do końca spodziewał się jednak informacji o tym że poszukują jeźdźców do osiodłania Niebołusek i ruszenia z nimi w bój. Nie spodziewał się iż to świeżo powstałe marzenie otrzyma szansę by zakwitnąć aż tak szybko.. Nie jest najlepszym jeźdźcem, może nawet nie dobrym, ale ostatnimi czasy miał okazję poruszać się na kilku wypożyczonych wierzchowcach po Elonie. Osiodłanie smoka zapewne będzie o wiele trudniejsze, ale czy można przepuścić taką okazje?
    Słysząc o dostępnych do użytku sztukach broni utworzonej specjalnie do walki ze smokiem przez chwilę rozmyślał nad wiecznym ogniem, mógłby być całkiem przydatny do bombardowania wrogich jednostek z góry, jednak szybko się rozmyślił. Mogą zasiać niezłe spustoszenie ale nie było by fajnie gdyby wykiełkowało w nieodpowiednim miejscu. Zdecydował się więc iż otrzymując wybór postawi na włócznie. Powinien dać radę jej używać, w końcu to broń drzewcowa, mimo iż nie rzucał nigdy swoim kosturem w przeciwników to wciąż lepsza opcja niż spalić się ogniem.
    Edward dokładnie wysłuchał przedstawionego planu działania i stwierdził że w sumie jest mu trochę wszystko jedno którą drogę wybiorą, w każdej będzie musiał dać z siebie wszystko... Ucieszyła go też informacja o tym że dostaną chwilę na zaznajomienie się z Niebołuskami tuż przed wyruszeniem.

    Gdy Marszałek zakończył odprawę Edward rozejrzał się pokrótce po pozostałych Aiwijczykach i tak jak zazwyczaj wstrzymałby się z głosem wysłuchując wpierw opinii pozostałych, tym razem nie mogąc się już doczekać rozpoczęcia zadania zwrócił się do Wardena zakładając że to on podejmie ostateczną decyzję i przekaże ją koordynatorowi.
    -Szczerze jest mi wszystko jedną którą drogą ruszymy, na każdej będziemy przydatni więc zapewne ruszymy tą w której większość będzie czuć się najlepiej, jednak jeśli mam taką możliwość chętnie zgłosiłbym się jako jeździec.
    Rzekł krótko i pewnie, może lecąc na smoku będzie bardziej widoczny i stanie się łatwiejszym celem.. ale za to zabawa będzie przednia!



    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: Wt sty 28, 2020 8:29 pm 
    Bez rangi
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 57
    Popielec po przyjściu na miejsce zbiórki, rozglądając się po okolicy i zapoznając się z daną aktualną sytuacją, posprawdzał czy całe jego wyposażenie jest w porządku i czy alkohol w jego krwi ma odpowiedni poziom. Po pojawieniu się Wardena skinął łbem w ramach przywitania, by po krótkim stwierdzeniu radnego wyprostować się w skutek pojawienia się Logana oraz Rytlocka. Z popielczą dyscypliną słuchał co maraszałek ma do przekazania oraz poznać plan działania. Na wieść o Niebołuskach skrzywił się, nie jednokrotnie spadł ze swojego raptora Hik-Hika a upadek z latającego gada jest bardziej "Bolesny" wolał iść o własnych łapach, dosyć znieczulony swoim wpomagającym alkoholem. Nassan nie dokonał wyboru wybrania ścieżki, tak jak poprzednio ruszy tam gdzie najbardziej będzie potrzebne wsparcie. Co przekazał reszcie towarzyszy i koordynatorowi. Popielec był zwarty i gotowy, mimo swojego stanu myślał trzeźwo.

    Ekwipunek



    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: Pt sty 31, 2020 5:44 pm 
    Bez rangi
    Offline

    Posty: 24
    Obecność dziwnych, nieznanych stworzeń zwróciła na siebie uwagę Alaruga. Gdyby były spaczone, byłyby tylko kolejną przeciwnością losu. Ale takie cosie, niby stworzone z anomalii, a jednak naturalne, to faktycznie ciekawostka.
    Jednak wojownik długo się na nich nie skupiał. Słysząc przemowę, główną część uwagi skierował na osoby mówiące, tylko kilka procent swojej ostrożności pozostawił na uwagę na otoczenie.
    Wybór ścieżki nie był dla niego nadzwyczaj skomplikowany
    - Jestem za pierwszą drogą. Na to nie wsiądę - Wskazał na jednego niebołuska - A jeśli mamy dotrzeć na pole walki zmęczeni, równie dobrze możemy paść trupem po drodze z wycieńczenia. - Mówił cicho, jednak jego głos i tak był donośny.
    Gdy Aiwijczycy dostaną czas na przygotowania, to planem Alaruga będzie doposażyć się we włócznie ze smoczej krwi. Dopasowałby kołczan do swojego wyposażenia tak, by wygodnie go nosić razem z plecakiem.
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: Pt sty 31, 2020 7:37 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 24
    Wychodząc z drogowskazu Eva zakrzyknęła zwyczajowe"Ziuuu teleportacja!" Była bardzo dumna z osiągnięć swojej rasy i połączeniu ogromnych przestrzeni bramami i drogowskazami do szybkiego podróżowania. Rozejrzała się po okolicy i oniemiała z wrażenia na widok wspaniałych latających stworzeń. Widoczne oko rozszerzyło się szeroko a pyszczek otworzył w niemym "Wow". Chwile stała oniemiała obserwując lekkie zamieszanie spowodowane przygotowaniami do walki ze smokiem, aż uczucie zdumienia zastąpiła zwyczajna dla niej niepewność i zagubienie spowodowane przebywaniem w śród dużej ilości nie znanej jej osób. Zaczęła rozglądać się niepewnie za znajomymi twarzami, aż dostrzegła wyłaniającego się z drogowskazu Nassanna. Podbiegła szybko do popielca i od tej pory trzymała się zaraz za nim czując się już trochę bezpieczniej. Wysłuchała w raz resztą awijczyków odprawy przeprowadzonej przez marszałka Thackeray'a, a następnie podeszła do radnego Wardena salutując po wojskowemu uderzając się pięścią w wątłą pierś.
    -Chciałabym prosić o przydział w rozbudowie i umocnieniu obozu Olmakhan, w celu zapewnienia większej obronności tego ważnego punktu, oraz przygotowaniu go do przyjęcia rannych w boju. Wolałabym udać się tam pieszo z pierwszą wysłaną tam grupą, ponieważ jestem z golemem Kotkiem a on strasznie cyka się latać.
    -Mam nadzieję ze nie wyślecie mnie na pożarcie...-dodała cicho.

    Ekwipunek(poprawka)

    Pancerz Technologiczny zasilany reaktorem fotonowym w skład którego wchodza:
    -Techokular (do postrzegania i analizy "rzeczy")
    -Zbroja "Foton Forge MkII"
    -Antygrawitacyjny "upadkochron" (chroni automatycznie przed upadkami z dużej wysokości, pozwala też szybować)
    -Buty typu "Skoczek" (pozwalają się dostać małej asurze w wysoko położone miejsca)
    -Tarcza magnetyczno-kinetyczna
    -Termolanca (zwana przez ignorantów mieczem świetlnym, służy głownie do łączenia metali przy pomocy spoiwa, do cięcia i demontażu materiałów a w ostateczności może posłużyć do walki jako miecz)

    oraz
    -ogromny plecak z częściami i przydatnymi materiałami inżynieryjnymi
    -obszerna baza planów zapisana na kryształach pamięci
    -golem "Kotek" a w środku prowiant, zapas soków owocowych,jeszcze więcej części i rozkładany miotacz płomieni, tak w razie czego.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: Pt sty 31, 2020 8:44 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 216



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Opiekun (RP) Miss Aiwe Radny
    Poprawiła dłonią kostur i spojrzała w górę, jej dłoń znieruchomiała, a oczy otwarły szeroko, gdyby nie to, że w głowie jej się kołatała myśl "jesteś radną nawet nie próbuj" to i dolna szczęka opadłaby z wrażenia widząc unoszące się w powietrzu zwierzęta. Ten stan chwilowego odrętwienia trwał na tyle długo, że aż Cif zareagowała dziobiąc swoją panią w sam środek czoła.
    - Au - syknęła marszcząc czoło i mrużąc oczy.
    Jej głowa automatycznie przekręciła się w stronę kruka.
    - No wiesz, to było ... -jej dłoń uniosła się w górę masując uderzone miejsce
    - bardzo nieładne - dokończyła, grożąc wzrokiem ptakowi po czym rozpromieniła się i pogładziła kruka po piórach.
    Jej ciekawość nie została zaspokojona, a wzrok dalej nie mógł nasycić się rozmiarami latających stworzeń.
    Westchnęła głęboko i skupiła się na otaczającym ją obozie, by nie być głodną ze swoich zapasów wyciągnęła płatek suszonego mięsa i żując go popiła odrobiną wody z manierki, którą miała przy sobie.
    Jak tylko ponownie pojawił się Warden podeszła do awijczyków wsłuchując się w słowa oraz wpatrując w mapę.
    -Osobiście pasuje mi trzecia opcja, ponieważ dobrze czuję się w siodle czy to na ziemi czy w przestworzach, jednakże - spojrzała na awijczyków
    - pytanie jak Wy się czujecie dosiadając zwierzę, tym bardziej, że to tutaj - spojrzała w górę na jednego z osobników
    - jest nieco inne niż gryf, co nie zmienia faktu iż walka z wysokości da nam pewną przewagę. W innym wypadku wybrałabym druga opcję.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: Pt sty 31, 2020 9:39 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 62
    Wysłuchała wszystkie opinie w milczeniu. Widać było, że przez jej głowę przebiega wiele myśli. Spojrzała znowu w las i poczekała na wolny moment, by się odezwać. - Jestem również za opcją trzecią. Ewentualnie za drugą, ale wtedy możemy po prostu podzielić się na tych co zdecydują się iść pieszo i tych, którzy będą ich osłaniać z góry na tych... bestiach. - Odrzuciła warkocze za plecy i wróciła wzrokiem na towarzyszy - Ja mogę być jedną z nich. Łuk i dobra pozycja na Niebołusce w locie da mi więcej możliwości. Wolną dłonią sięgnęła po bukłak z wodą i złapała parę łyków. Rozciągnęła się trochę, poprawiła swój pancerz oraz mocowania broni i czekała w gotowości na podjęcie decyzji.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: Pt sty 31, 2020 10:35 pm 
    Radny miasta Aiwe
    Radny miasta Aiwe
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 66
    Przysłuchując się przemowie Marszałka Thackeray, aż mu się przypomniały lata służby w Seraph, gdy czasy były lżejsze dla każdego. Spojrzał się na mapę oraz skupił na zadaniu, mając z tyłu głowy zagrożenie, jakie niesie za sobą starcie z samym Prastarym Smokiem. Niemniej jednak był spokojny i opanowany, tym bardziej, że stał koło swej żony. Po przemowie zastanawiał się i przytaknął na słowa żony, zgadzając się z jej opcją, mówiąc - Również wolę walkę z przestworzy, będziemy mieć znacznie większą przewagę nad wrogiem... Trzecia opcja mi odpowiada. - Po czym skupił się na żonie, a następnie na reszcie Aiwjiczyków, słuchając poszczególnych zdań odnośnie operacji. Widać było również po jego twarzy, że sam lot na Niebołusku również go zaciekawił.
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: So lut 01, 2020 2:05 am 
    Rita pojawiła się w obozie. Była tego dnia odziana w ciężką zbroję, co jak gdyby pokazywało, że nie przyszła tutaj odpoczywać, a ewidentnie szykuje się do walki. Na plecach miała mały plecak, w którym znajdowała się apteczka, lina, drobny nożyk, kompas, mapa, zapalniczka oraz trochę prowiantu i wody.

    Na miejscu od razu zaczęła rozglądać się za Aiwijczykami - bo to właśnie z ich powodu tutaj przybyła. Obóz był jednak ogromny i panował w nim nie mały zgiełk, co nie ułatwiało jej zadania. Aczkolwiek już wkrótce dostrzegła grupę, której szukała. Zanim jednak do nich podeszła, na chwilę się zawahała, bo w tym samym momencie kątem oka zobaczyła znajome twarze z zakonu Vigil. Zastanawiała się czy do nich nie podejść, by się chociaż przywitać, ale prędko zrezygnowała z tego pomysłu i dziarskim krokiem ruszyła w stronę Aiwijczyków. Nie chcąc kazać im na siebie czekać i obawiając się także, że może gdyby postąpiła inaczej, to straciłaby ich z zasięgu wzroku. Co mogłoby się później wiązać z wielogodzinnym szukaniem ich. A tego nie chciała.

    Wtopiła się w grupę i milcząc przysłuchiwała się o czym rozmawiają. Starając się rozeznać w tym, jaki jest plan.
    Góra
       
     
     Tytuł: Wieczna Wojna - Przygotowanie do odlotu
    PostNapisane: Wt lut 04, 2020 5:55 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 509



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Opiekun (RP) Loremaster (RP) Zwycięzca Igrzysk Angu Mister Aiwe Radny
    Muzyka
    ObrazekObrazek
    ObrazekObrazek
    Obrazek

    Zebrani na miejscu Aiwijczycy naradzali się oraz wymieniali poglądami na temat ścieżek. Koordynator stał tuż przed nimi i przysłuchiwał się, licząc jednocześnie głosy. Mijało trochę czasu, a dookoła można było zauważyć jak żołnierze Paktu siedzą pod namiotami oraz pakują swoje rzeczy na drogę. Na twarzach przygotowujących się do walki piechurów były wyrysowane przeróżne emocje. Jedni byli podekscytowani, niektórzy zmartwieni, a pozostali nie mieli nawet ochoty podnosić wzroku, a skupić się na swych przygotowaniach. Wewnątrz namiotu medycznego przechadzali się sanitariusze, którzy starali się zapewnić jak najlepszą opiekę medyczną rannym. Co więcej, do obiektu wnoszono pojedynczych żołnierzy z rozległymi ranami, najczęściej zainfekowanymi brandem. Wówczas gdy Aiwijczycy się naradzali mogli usłyszeć głośne agonalne krzyki. Nie minęło nawet pięć sekund, a przemieniony Norn pokryty w połowie kryształami wybiegł jak poparzony z namiotu. Jego szpony wytworzonymi z brandu ociekały krwią. Rozglądał się tępo po okolicy, jakby nie swoim wzrokiem, pełnym szaleństwa i obłędu. Żołnierze nie stali bezczynnie, szybko się zerwali, wyciągnęli włócznie z Smoczej Krwi i szybko wbili je w ciało przemienionego Norna. Humanoid wydarł się głośno z bólu i wkrótce jednocześnie padł martwy na plecy. Żołnierze Paktu z niesmakiem wyciągnęli swe włócznie, ich twarze zdradzały jedno - to nie był pierwszy przypadek. Wrócili niebawem do swych obowiązków, zwłoki Norna przetransportował personel sanitarny na tyły obozu. Niewielki incydent sprawił, że kilku rannych straciło swe życie wewnątrz namiotu, natomiast personel zliczał kolejne straty...

    Aiwijczycy mogli zauważyć, że to nie był zbyt dobry początek, wszystko działo się w sekundach. Koordynator westchnął jedynie i pokręcił głową, masując dłonią swe czoło. Skierował niebawem wzrok na ochotników z Bractwa Aiwe, widząc, że skończyli dyskutować. Koordynator widocznie chciał szybko powrócić do tematu misji - Ekhm... - Kaszlnął w pięść, by przyciągnąć na siebie uwagę, po czym dopowiedział - Zatem większość chce skorzystać z trzeciej opcji. Niech tak zatem będzie... Co do Ciebie... - Spojrzał się na Evę oraz wyciągnął dziwne urządzenie Asurańskiej technologii. Jakby pewien mały komputer, wewnątrz którego sprawdzał pewne dane. - Eva Demiurge... Ah, tak... Weteran z Orr, pomagałaś nam z obozami. Nie widzę przeszkód, ale nie będziesz mogła brać udziału w walce ze swoimi towarzyszami. Niemniej jednak... - Zamyślił się, spoglądając jeszcze na urządzenie, po czym wraca wzrokiem na Technolog - Przyda nam się więcej pomocy medycznej na obozach... - Gdy to powiedział odwrócił wzrok za siebie, jakby wiedział, że krwawych brandowych "incydentów" zdarzało się znacznie więcej. Koordynator po chwili powiedział do Technolog - Widzę, że jesteś zdeterminowana do takiego działania... Reszta z Was niech skorzysta z Drogowskazu, ustawiliśmy koordynaty. Po użyciu znajdziecie się przy urządzeniu docelowym, będziecie mieć chwilę na osiodłanie Niebołusek i dozbrojenie się... - Klasnął w dłonie, po czym odparł - Czas minął, musimy wyruszać... Technolog zostanie tutaj, reszta za mną do Drogowskazu. -

    Nie minęła chwila, jak Koordynator zaczął prowadzić Aiwijczyków do Drogowskazu, który lewitował w powietrzu oraz emanował energią bardziej niż zwykle w Tyrii. Oznaczało to, że magia tutaj oraz Linie Ley były na poziomie anomalnym. Koordynator zapytał się dozorcy urządzenia, czy mogą ochotnicy mogą się przemieścić, ten w odpowiedzi zapewniał, że owszem. Kątem oka Aiwijczycy mogli zauważyć Evę stojącą samą w miejscu zbiórki, być może ten moment, to było pożegnanie oraz trwała rozłąka? Kto wie... Żołnierze Paktu przy namiotach również dostali rozkaz wymarszu. Wstali, wzięli swoje wyposażenie i wyruszyli w drogę, jednakże na pieszo, wychodząc z Obozowiska...

    Wkrótce Koordynator spojrzał się na Aiwijczyków i skinął głową, po czym Drogowskaz stał otworem, nadzorowany przez profesjonalistę. Ochotnicy z Bractwa Aiwe, jeden za drugi, wchodzili w błękitny strumień energii i wkrótce znikali, zostawiając miejsce zbiórki za sobą. Gdy wszyscy przeszli, Koordynator podszedł do Evy oraz odparł - Wyruszysz wraz z tymi żołnierzami... - Wskazał dłonią na niewielki oddział złożony z doświadczonych wojaków z Vigil, w większości Nornów. Wrócił wzrokiem na Asurę - Nadzorca Drogowskazu przeniesie Was do Obozu Olmakhan, tam zostaniesz poinstruowana co dalej... Powodzenia - Skinął głową, po czym wyprawił również do Drogowskazu oddział Evy, który niebawem zniknął w błękitnym blasku urządzenia...


    [+] Perspektywa - Eva Demiurge
    ObrazekObrazekObrazek


    Obrazek


    Asura wyszła z Drogowskazu i pierwsze co ją uderzyło po pojawieniu się na miejscu, to zapach zgnilizny. Eva wraz ze swoimi towarzyszami piechurami, widziała, że ten teren nie jest przyjazny żadnej żywej istocie. Dodatkowo zimny opad deszczu dodawał swoistego klimatu. Mrok i śmierć, prawie jak na Orr. Fortyfikacje były podstawowe na miejscu, no i wyglądało na to, że ledwo wystarczają. Po dolinie śmierci roznosiły się wszelakie niepokojące dźwięki, które wydawały istoty nie z tego świata. Eva miała okazję na własne oczy ujrzeć kawałek Zaświatów, domeny Grentha - Ludzkiego boga śmierci. Wyrwanie odłamków z Mgieł sprawiło, że niebezpieczne istoty stały się niebezpieczne i atakują wszystko dookoła...

    Do Asury podszedł pewien nieznajomy Koordynator Paktu, widocznie został poinformowany o przybyciu posiłków. Zasalutował profesjonalnie do przybyłych, po czym odparł - Nareszcie ktoś przybył... Jesteście naszą ostatnią nadzieją. Tutejsze siły ledwo co dają sobie radę z ciągłymi atakami. Ledwo udało nam się ustawić kondensatory, ale niestety mamy zbyt wielu rannych. - Pokazał dłonią bezradnie na podniszczony plac, na którym był widoczny tylko jeden namiot medyczny. Cała reszta zniszczona, widocznie nie mieli czasu by naprawiać i tworzyć nowe stuktury. Po chwili Koordynator odparł - Potrzebujemy wznieść parę dodatkowych namiotów oraz zająć się rannymi... Mamy tylko jednego sanitariusza, który nie śpi i nie je, bo ma ręce pełne roboty. Dodatkowo nasze działa padły, a mury ledwo stoją... Za niedługo zaczną się kolejne ataki, jak tylko Kralkatorrik poczuje się zagrożony. Potrzebujemy umocnić tutejsze struktury, wtedy tylko uda nam się przetrwać. Masz do dyspozycji czwórkę naszych żołnierzy, nie więcej... Za co się wpierw weźmiesz. Twoja decyzja, ja mam swoje obowiązki. Powodzenia - Po przemowie Koordynator odchodzi oraz idzie wykonywać zadania, jakie mu zostały powołane...

    Technolog Eva miała cały plac dla siebie, widziała, że materiałów starczy tylko na jedną rzecz spośród wymienionych: [u]Namioty medyczne (Wspomaganie sanitariusza) / Zbrojownia (Wspomaganie wyposażenia żołnierzy) / Naprawa muru (Ulepszenie defensywy) / Naprawa dział (Eliminacja latających wrogów). Za co weźmie się najpierw Eva oraz w jaki sposób wykorzysta dane jej możliwości?
    Obrazek

    Obrazek

    Aiwijczycy wyszli niebawem z Drogowskazu. Gdy błękitny jasny błysk po teleportacji rozwiał się, odczuli po pierwsze uderzenie gorąca oraz zapach spalenizny. Gdy obraz się oczyścił, zauważyli ogromny kondensator, kapliczkę Balthazara, spalone drzewa, suchą ziemię z płonącymi odłamkami oraz ognisty deszcz, który od czasu do czasu uderzał w losowe miejsce. Dodatkowo magia była tutaj tak wyrazista, że mogli zauważyć dzikie ogniki fruwające wysoko nad ziemią oraz bardzo dobrze wyraźne Linie Ley...

    Na miejscu byli tylko oni oraz jeden z wyznaczonych Koordynator. Był to Sylvari, który nadzorował odpoczywające Niebołuski oraz sprzęt bojowy. Widząc Aiwijczyków, podszedł do nich oraz odparł - Witajcie... Za niedługo się zacznie, wszystkie trzy grupy już są na miejscach. - Odparł spoglądając na urządzenie, które trzymał w dłoni. Po chwili dopowiedział - Macie tutaj Niebołuski, osiodłane i nakarmione, nie powinny latać za dziką magią w powietrzu. Dostałem informację, że niektórzy mogą nie chcieć lecieć samodzielnie... Mam dlatego dobre wieści. Możecie się dosiąść do pewnej osoby, ale pamiętajcie, że Niebołuski też posiadają limit ciężaru. Nie udźwignie dwójki Popielców, czy Nornów lub Ludzi i Sylvari w ciężkich zbrojach. Dlatego dobierzcie się rozsądnie... Tutaj nie ma innej drogi na pieszo. - Sylvari, po chwili podchodzi do jednego z Niebołusek oraz pokazuje zebranych wyposażenie, jakie im przysługuje...


    Obrazek

    Na miejscu było do wyboru wiele Niebołusek, które sobie leżały oraz niczym się nie martwiły. Uderzające w nie niewielkie płomyki, zupełnie nic im nie robiły. Łuski miały wytrzymałe oraz potężne. Masywne ciała, umięśnione skrzydła i elastyczne wytrzymałe błony pokazywały, że to nie zwierzaki domowe, a śmiercionośne bestie. Jedno z Niebołusek zionął ogniem, najprawdopodobniej kichnął sobie, niemniej jednak pokazywało to, że są w stanie walczyć żywiołem. Sylvari odparł po chwili do Aiwijczyków - To majestatyczne i silne stworzenia, gdy są w powietrzu, dominują tam... Tylko pamiętajcie, że nie są nieśmiertelne. Twarde łuski mogą zostać roztrzaskane, błony na skrzydłach zerwane. Jeśli runiecie w dół, to z dużą siłą. Postarajcie się unikać zagrożeń w powietrzu, jak i na ziemi. - Po chwili Sylvari podchodzi do beczek, jedna pełna Wiecznych Płomieni, a druga włóczni z Smoczej Krwi. - Wieczny Płomień rzucacie w dół i wybucha jak granat. Polecam go doświadczonym osobom, bo można sobie krzywdę zrobić nawet przy wyrzucie... Co do włóczni, możecie wziąć niewielki plecak z pięcioma sztukami. Po prostu nimi ciskacie w dół. Jeśli skończy Wam się amunicja, magia, cokolwiek... Możecie użyć Niebołuska do zionięcia ogniem lub uderzenia pazurami albo kłami czy ogonem... Jednak jeśli nie macie tyle doświadczenia w jeździe, to uważajcie. - Gdy Sylvari tłumaczył co i jak, nagle na jego naramiennik uderzył płomyk z nieba oraz zaczął się powoli fajczyć. Koordynator gadał sobie i widocznie na zauważył płomyka, aż do momentu gdy poczuł dym. Nagle Sylvari zdjął swój skórzany naramiennik w lekkiej panice i stopą ugasił ogień. Po czym patrzy na Aiwijczyków - Ah... Tak, też uważajcie na ognisty deszcz. Niebołuskom nic nie robi, zbroi też czy tarczy z magii... Ale tkanina, skóra oraz futro bardzo łatwo się fajczą od tego. - Po czym krzyżuje ręce i spogląda na obecnych - Waszym celem będzie likwidacja potężnego wroga... Śmiercio-Brandowego Nosiciela Gniewu... Tak przynajmniej podaje baza danych... Jest to przerośnięta wersja Strzałogłowa, który występuje w Sercu Maguumy. Dodatkowo jest wzmocniony magią Zhaitana oraz posiada ciężki pancerz z kryształów. Wiemy, że jego zewnętrzna powłoka musi być zdjęta za pomocą włóczni Smoczej Krwii, powinny wystarczyć trzy celne strzały... Potem najefektywniejsze będą ataki na bazie ognia w odsłonięte ciało, by wyniszczyć nieumarłe wiązania magii śmierci za pomocą wysokiej temperatury. Polecam użyć Wiecznego Płomienia do tego... Wtedy nie powinno być problemu. Brzmi łatwo, ale wykonanie będzie o wiele trudniejsze. Dookoła wroga stoją wieżyce Brandowe, które namierzają żywe istoty oraz wykonują zmasowany ostrzał, nawet w powietrze. Uważajcie na to... Wylot i atak za dziesięć minut. Powodzenia... - Po podaniu instrukcji, Koordynator wrócił na poprzednie miejsce oraz zdaje raport poprzez urządzenie...

    Aiwijczycy mają teraz niewiele czasu na przygotowanie się do odlotu oraz wymianę zdań...


    OOC
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: Śr lut 05, 2020 6:42 pm 
    Bez rangi
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 57
    Popielec podążał za instrukcjami, po przejściu przez drogowskaz, rozglądał się. Po krzywym wyrazie jego pyska moża stwierdzić że jest nerwowy oraz zakłopotany. Broń oraz ekwipunek były w porządku, również zabezpieczył swoje zapasy alkoholu przed zniszczeniem oraz inną zawartość torby. Niestety dużą przeszkodą był fakt że nie było dalszej drogi na pieszo, same stworzenia latające nie przekonywały go i miał duże obawy co do swoich umiejetnosci jerzdzieckich. Więc owa informacja zmartwiła Nassan'a dośc mocno, a fakt o płomiennym deszczu też go nie uszęśliwiłał. W czasie rozglądania wedle sugesti zaczął szukać pomocy wśród swoich, czy będzie problemem, jako dodatkowy pasażer. Zaczął kierować swoje pytanie od najlżejszych towarzyszy Karo, Kae, oraz Rity, a kończąc na Edwardzie. Miejąc nadzieje że bez większego problemu będzie miał to za sobą



    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: Śr lut 05, 2020 7:48 pm 
    Bez rangi
    Offline

    Posty: 24
    - Nie latam. Nie pójdę jeździć na tych... Łuskach - Wyraz jego pyska był bardzo oczywisty, zmarszczony grzbiet nosa i przymrużone brwi wskazywały na złość. Dodatkowo podkreślały to agresywne ruchy ogona
    - Byłbym bezużyteczny i pewnie martwy. Idę z technolog - Postanowił, ton miał mocny i zdecydowany.
    Zamierzał od razu dołączyć do oddziału, w którym była Eva i przenieść się przez drogowskaz razem z nimi. Jeśli nie zdążył, to poczekałby na wolny moment i powiedziałby operatorowi drogowskazu, by przeniósł go do obozu Olmakhan.
    Po przejściu natychmiast rozejrzałby się asekuracyjnie, by móc szybko zareagować na niebezpieczeństwo blokując tarczą, toporem, lub zwyczajnie unikając. A jeśli nie było takiej potrzeby, rozejrzałby się za kimś wyższym stopniem, by uzyskać jakieś adekwatne dla siebie rozkazy.
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: Pt lut 07, 2020 1:11 am 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 62
    Pierwszym co zrobiła było zapalenie papierosa. Wiedziała, że czasu jest mało, a przy okazji chciała ukoić nerwy. Odpaliła skręta i zaciągnęła się głęboko, wodząc wzrokiem po niebołuskach. Zwierzęta wywarły na niej ogromne wrażenie. Wypuszczając dym odpięła z ramion swój wełniany płaszcz i związała go dookoła wstążką, których zwykle używa do wiązania swoich warkoczy. Chciała złapać jakiegoś paktowicza i przekazać mu go, mówiąc, że jej się w górze nie przyda i mógłby tylko niepotrzebnie łapać ogień. Uklęknęła i zawiązała porządnie buty, wkładając końcówki sznurowadeł w środek, tak by nie zaplątały się one w nic podczas lotu. Znowu się zaciągnęła, bawiąc się dymem w ustach, niemalże delektując się nim. Widząc jak niebołuski "kaszlą" zaśmiała się pod nosem, myśląc, że pewnie z ich perspektywy ona wykonuje podobną czynność właśnie. Dokończyła jednak szybko papierosa, sprawdziła jeszcze ostatni raz mocowania swojego łuku, kołczanów i skórzni. Zgasiła peta butem i przeciągnęła się, robiąc przy tym też małą rozgrzewkę. Nie chciała niczego naciągnąć podczas lotu, a wiedziała, że nie będzie on łatwym zadaniem. Na koniec chciała przyjrzeć się dokładnie niebołuskom. Wybrać sobie odpowiedniego dla niej. Jeśli jakiś zwrócił na nią swoją uwagę wcześniej i wydał się względnie opanowany i stateczny to właśnie tego wybierze. Jak nie to poszuka takiego, który nie był za duży i również wykazywał podobne cechy. Będzie chciała podejść do niego, spokojnie i powoli, by zwierzę przyzwyczaiło się do jej obecności. Nawet podrapie go po szyi, jeśli ten na to pozwoli. Następnie dosiądzie stworzenia i przed odlotem dobrze sprawdzi jego uprząż i popręg, jednocześnie rozsiadając się wygodnie i pewnie w siodle dla oswojenia się. Potem będzie już tylko czekać na następne polecenia, obserwując bacznie otoczenie swoimi zielonymi oczami.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: Pt lut 07, 2020 10:32 am 
    Radny miasta Aiwe
    Radny miasta Aiwe
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 66
    Wychodząc z Drogowskazu, aż się zdziwił. Nagle z pięknego zielonego terenu nastąpił niemalże całkowicie wyniszczony i spalony. Niebo pomarańczowe od opadającego ognia dość mocno go zmartwiło, dlatego od razu nałożył sobie płytowy hełm na głowę oraz odpowiednio zaczepił. Widząc zaskoczenie Koordynatora oraz jego małe przedstawienie związane z ogniem, sam lekko westchnął z ulgą, wiedząc że jest przykryty od głowy po stopy odpowiednim metalem. Po wysłuchaniu słów Sylvari z Paktu skinął głową oraz zerknął na żonę, mówiąc metalicznym głosem zza metalowej kopuły - Ogień... Będziesz w swoim żywiole, Kae. Pamiętasz jak się lata na gryfie? Nie powinno być dużej różnicy tutaj... - Przerwał na moment i się zamyślił, po paru sekundach dodał, spoglądając na Niebołuski -...Chyba... - Następnie podszedł do żony i objął ją ciepło przed wyruszeniem w bój, mówiąc dodatkowo - Uważaj na siebie i daj im piekło, kochana... Wyobraź sobie, że ukradli Ci ostatnie ciasteczko. Hehe. - Zaśmiał się cicho, ale wiedząc że to nie czas na kiepski suchy humor, westchnął ciężko. Po jego zamkniętej w zbroi aparycji, można było odczytać wyraźnie pewną rzecz... Mianowicie czuł, że nie będzie to łatwe, ni przyjemne zadanie do wykonania. No, przynajmniej się pocieszał się faktem, że jakoby mieli ginąć, to przynajmniej ze stylem w przestworzach. Pożegnawszy się z żoną, odszedł w stronę uzbrojenia i zastanawiał się między Wiecznym Płomieniem, a Bronią ze Smoczej Krwi. Wolał nie igrać z ogniem, który nie pochodził od niego, dlatego wybrał niewielki plecak z włóczniami i nałożył sobie na plecy. Chwilę później zaciągnął się powietrzem, no ale zakaszlał. Wcale nie od dymu z papierosa, ale zapewne od spalenizny, która dochodziła od zniszczonego terenu. Burknął pod nosem i starał się jednocześnie oszczędnie oddychać, a następnie podchodzi do Niebołusek. Starał się wybrać jednego z masywniejszych pod względem umięśnienia, by nie miał problemu z jego ciężką zbroją oraz dodatkowym wyposażeniem. Znajdując takiego podchodzi powoli, nie przejmując się, skoro były wytrenowane. Miał zamiar wskoczyć na siodło oraz usadowić się odpowiednio na Niebołusku. Gdy już był na miejscu, starał się przyzwyczaić szybko do stworzenia, aby na końcu spojrzeć na Aiwijczyków i powiedzieć metalicznym głosem - Powodzenia i uważajcie... Na wszystko tutaj. Niech Dwayna swymi skrzydłami ześle Wam pomyślne wiatry. No i... Nie dajcie się zabić. Jeśli ktoś nie potrafi latać, mogę wziąć jedną osobę, byle nie Popielca czy Norna lub inną rasę w pełnym pancerzu, bo to za duża waga. - Po tych słowach chwycił się mocno wierzchowca i był gotów do odlotu, widać nie była to jego pierwsza przejażdżka oraz wiedział co robi. Czekał na sygnał do odlotu oraz ewentualnie na dodatkowego pasażera.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: So lut 08, 2020 12:09 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 24
    Ziuuu Teleporta...-nie dokończyła ogarniając wzrokiem obóz w kiepskim stanie. Pokręciła noskiem próbując się pozbyć przykrego zapachu. Po wysłuchaniu koordynatora, zasalutowała i obróciła się do przydzielonych jej żołnierzy. Skurczyła się trochę w sobie chowając za Kotkiem na widok ponurych wojów. Przypomniały jej się pierwsze dni na orr, gdy przedzielona została do drużyny zaprawionych w bojach saperów. Najpierw kpili i podśmiewali się z małej asury, trochę dokuczali, aż z dnia na dzień doceniwszy jej talent inżynieryjny zaczęli darzyć szacunkiem a nawet przyjaźnią. Na myśl o przyjaciołach uśmiechnęła się do siebie i nabrała odwagi.
    -Szanowni panowie...-zapiszczała spoglądając w górę na rosłych nornow.- Kotku proszę przynieś mi tamta skrzynkę- zwróciła się golema- i jeszcze tamtą i postaw je na sobie. Wdrapała się na skrzynki by chociaż sięgnąć nornom do ramion i zaczęła jeszcze raz mniej piskliwym głosem.

    -Dzielni wojownicy, jestem Demiurge Eva, inżynier. Zostało nam przydzielone ważne zadanie utrzymania tego obozu, w związku z tym do osiągnięcia tego celu stanowimy krewe. Pozwólcie zatem, że ja będę głową i mózgiem oraz wnikliwym okiem tego krewe, wy natomiast będziecie moimi potężnymi barkami i ramionami. Wiem, że wielu z was chciałoby walczyć ze smokiem w pierwszej linii, dokonać bohaterskich czynów i wspierać swych towarzyszy w walce. Zapewniam was, że to zadanie nie jest w cale mniej ważne, od obozów takich jak ten, zależy powodzenie całej misji. Zatem jak mawiał mój nauczyciel, przed rozpoczęciem budowy należy, a-postawić toalety, b-postawić ogrodzenie. Jako, że warunki sanitarne są już zapewnione w mniejszym lub większym stopniu, a naszym priorytetowym celem jest umocnienie tego obozu, przejdźmy od razu do ogrodzenia by zapewnić mu większa obronność w razie zbłąkanych sił nieprzyjaciela. Panowie, do roboty, te mury nie postawią się same.

    Zeskoczyła ze skrzynek i ruszyła by dokonać analizy, a następnie rozpisać plany naprawy zrujnowanego muru. Oceniając szkody swoim Tech-okularem, miała cichą nadzieje że przydzieleni jej żołnierze ruszą za nią do pracy, a nie rykną gromkim śmiechem.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: So lut 08, 2020 3:10 pm 
    Mieszkaniec
    Mieszkaniec
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 27
    Jeszcze w obozie Edwarda zaskoczyło wydarzenie z oszalałym Nornem, jednak nie było to coś co przejęło go na długo, lecz na pewno nieco zmartwiło. Jednak myśl o tym że zaraz będzie mógł polatać na niebołusce była o wiele silniejsza od tych obaw. Na informację o wyborze najtrudniejszej trasy gdzie dotrzeć można tylko drogą powietrzną lekko się zląkł uświadamiając sobie że latać będzie po raz pierwszy w życiu i jakby mało było tego to polecą najtrudniejsza trasą na której zmarło już wielu zapewne o wiele bardziej doświadczonych jeźdźców. Oznacza to tyle że by w ogóle mieć szansę na przeżycie będzie musiał dać z siebie nawet więcej niż jest w stanie..

    Po wyłonieniu się z drogowskazu Edward rozejrzał się po okolicy będąc lekko zaskoczonym tym jak bardzo różni się ta część wyspy od tej którą podążali wcześniej. Ta rzeczywiście była dużo mniej przyjemna..
    Gdy Sylvari rozpoczął swego rodzaju odprawę Edward słuchał go bardzo uważnie (zwłaszcza fragment o niebołuskach) zerkając w miedzyczasie również na niebołuski oczywiście. Natomiast gdy Sylvar wrócił na swoje poprzednie miejsce Edward niezwłocznie ruszył w stronę broni by odebrać swój zestaw włóczni i zerknąć pospiesznie w kierunku w którym niebawem wyruszą. Po tym wyciągnął ze swego plecaka hełm, który był częścią jego obecnego stroju, jednak zazwyczaj był on przez niego nie używany. Nie mniej jednak tym razem może okazać się przydatny, więc został na tak wyjątkową sytuację założony.

    Z hełmem założonym już na głowę i odebranymi włóczniami Edward rozejrzał się po miejscu, jeżeli Sylvar przedstawiający im wcześniej Niebołuski skończył swój raport i miał chwilę, to chciał podejść do niego i szybko wypytać o kilka rad dotyczących latania na tych wspaniałych stworzeniach jeżeli ten oczywiście ma tą chwilkę którą mógłby poświęcić. Każda dodatkowa informacja może się okazać przydatna i kluczowa podczas tej akcji.

    Po tej rozmowie, lub w wypadku gdyby ta się nie odbyła Edward miał zamiar trochę się oddalić i doglądnąć czy może któryś skyscale go obserwuje? Jeżeli nie robi tego żaden, to przy wyborze swojego towarzysza w tej batalii pokieruje się przeczuciem, zamknie oczy, weźmie głęboki oddech i otworzy je zbliżając się do tego którego czuje że powinien się zbliżyć.
    Podejdzie do niego niespiesznym i spokojnym krokiem starając się nie zbliżać centralnie od strony pyska z którego w każdej chwili wydobyć się mogą płomienie, ale nieco bardziej z boku. Po dotarciu do niego ma zamiar przyklęknąć zaraz przy jego głowie (zakładam że sobie leży) i niezbyt szybko, lecz pewnie wyciągnąć do niego dłoń w celu pogładzenia go po głowie czy szyi.
    -To co nowy przyjacielu? Polecisz że mną w bój? Razem zniszczymy te podłe stwory co ty na to? Postaram się o ciebie zadbać najlepiej jak mogę.

    Jeżeli Niebołusek zgodzi się na moje towarzystwo mam zamiar upewnić się że jest prawidłowo przygotowany do lotu tak by nie spaść razem z siodłem od razu po wzniesieniu czy coś.. Jeżeli dostałem od Sylvara jakieś cenne wskazówki które mogłyby się przydać w tym momencie mógłbym je tu zastosować. Korzystając z pozostałego czasu chcę jeszcze dosiąść niebobuska by oswoić się z pozycją w siodle i spędzić z nim/nią jeszcze chwilę na ekspresowym zaprzyjaźnieniu się.

    Jeżeli Nassan dotarł by aż do mnie ze swoim pytaniem nie otrzymując od pozostałych odpowiedzi oceniłbym wpierw czy niebołuska którą wybrałem byłaby w stanie unieść naszą dwójkę, oraz czy byłaby na to chętna. Jeżeli nie, to przekazałbym tą informację Nassanowi, jeżeli natomiast tak, to odrzekłbym do popielca:
    - No to wygląda na to że jeżeli jesteś gotowy na lot z kimś kto leci pierwszy raz w życiu i nie ma zbyt dużego doświadczenia w jeździectwie i nie obawiasz się tego że w każdej chwili mogę coś spieprzyć i oboje możemy poszybować ku pewniej śmierci, bardzo możliwe że w płomieniach, albo będziemy pochłonięci płomieniami lecieć jeszcze przed spadkiem czy czymś to nie mam nic przeciwko.



    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: So lut 08, 2020 4:14 pm 
    Stała i patrzyła zafascynowana jak wszyscy wykonują swoje zadania. Była w tym jakaś harmonia, ład. Każdy ewidentnie działał według planu. Podobało jej się to. Domyślała się, że zadanie każdej z tych poszczególnych osób jest tak naprawdę bardzo ważne dla powodzenia całej misji. Nawet jeżeli niektóre z nich mogły wydać się na pozór błahe.

    Po dłuższej chwili zdała sobie sprawę, że stoi tak z lekko rozdziawioną buzią, ale prędko się opamiętała i wróciła do porządku. To co zwróciło jej szczególną uwagę, to emocje, jakie panowały w obozie - od totalnego opanowania, przez ekscytację, po... strach. Widać było, że nie każdy jest równie doświadczony i niektóre z obecnych tam osób wolałyby tak naprawdę spędzać teraz czas gdzieś indziej. Aczkolwiek nie dziwiło jej to - sama po ten moment zastanawiała się co właściwie robi w tym miejscu i jak się tu znalazła. Jednak nie była to pora na wycofywanie się. Decyzja zapadła. Teraz musiała w to brnąć. Niezależnie od tego, co los dla niej szykował. Była gotowa stawić mu czoła. Także nawet kiedy usłyszała przeraźliwe krzyki wydobywające się z namiotu nieopodal, to stała twardo. Zacisnęła zęby i czekała na rozwój wydarzeń, starając się nie dać po sobie poznać co w rzeczywistości właśnie czuje.

    ***

    Nie słyszała co do niej mówiono. Widziała tylko ruch warg i emocje, które wraz z nimi pojawiały się na ich twarzach. Przytakiwała tylko czym prędzej. W końcu jednak słowa Koordynatora informujące o tym, że czas wyruszać wyrwały ją z tego stanu. Oprzytomniała. I z trzeźwym już umysłem - nie wiedząc co działo się z nią przez ostatnie kilka minut - ruszyła za innymi do Drogowskazu.

    ***

    Na miejscu utwierdziła się tylko w przekonaniu, że to nie zabawa. Przysłuchiwała się uważnie słowom Koordynatora - chcąc zapamiętać z nich jak najwięcej, gdyż zdawała sobie sprawę z tego, że kiedy rozpocznie się walka, to nie będzie już czasu na pytania.

    Po otrzymaniu instrukcji wpadła w lekkie zakłopotanie. Otóż nie miała doświadczenia w jeździe na wierzchowcach, a tym bardziej lataniu na nich.
    Czas uciekał. Wiedziała, że wkrótce mieli wyruszać, także bez zastanowienia podeszła do Radnego Aiwe i zapytała go nieco załamanym głosem - J-ja chętnie skorzystałabym z oferty i zabrała się z panem, jeśli to nie problem. Nie czuję się na tyle pewnie, by lecieć sama. M-mogę tylko obiecać, że zrobię wszystko, by nie być dla pana zbędnym bagażem. Sumiennie wykonam każde powierzone mi zadanie -
    Góra
       
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: So lut 08, 2020 11:51 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 216



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Opiekun (RP) Miss Aiwe Radny
    W jej oczach dostrzec można było tańczące wokół tęczówek jasne płomienie, słysząc Wardena cicho parsknęła śmiechem po czym szybko opanowała się
    - Ty też uważaj na siebie kochany, a skoro wypominasz mi ciasteczko, to przypomnij sobie swój gniew, gdy pewien rzezimieszek sprzątnął ci sprzed nosa ostatnią miskę bajecznie smacznych krewetek - puściła mu oczko po czym objęła jedną dłonią na szybko zanim nie udała się do jednego ze zwierząt.
    Jej wybór był prosty, najbardziej samotny, odizolowany oraz nie zwracający na nią uwagi, gdy jej wzrok takiego namierzył podeszła do niego pewnym i szybkim krokiem
    - Witaj, od teraz ja polegam na tobie, a Ty na mnie staniemy się jednością w powietrzu - mówiąc to przesunęła dłonią po łuskach i jednym susem chciała znaleźć się na grzbiecie niebołuski.
    - Nassan, weź dla mnie wieczny płomień i siadaj za mną tylko się trzymaj, nie rób też gwałtownych ruchów jednak ważysz swoje.



    Obrazek
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Wieczna Wojna - Rozdział II - Odlot
    PostNapisane: N lut 09, 2020 12:11 pm 
    Weteran
    Weteran
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 509



    Rangi specjalne
    Sekcje
    Tytuły dodatkowe
    Znaczące funkcje fabularne

    Opiekun (RP) Loremaster (RP) Zwycięzca Igrzysk Angu Mister Aiwe Radny
    Muzyka
    ObrazekObrazek
    ObrazekObrazek
    Obrazek

    Zebrani na podwyższeniu, otoczeni dookoła ognistym pustkowiem Aiwijczycy kończyli się zbierać do misji. Deszcz ognisty opadał w dół i wciąż przypominał o sobie. Niebo pokryte było popiołem, ognistymi smugami oraz dziką magią. Koordynator przeglądał swoje urządzenie oraz opracowywał dalsze plany, zdając jednocześnie raport do swych przełożonych...

    Obrazek

    Nassan czuł negatywne emocje, było to od niego wyczuć. W takich sytuacjach nawet alkohol nie jest ukojeniem. Spoglądając w niebo dostrzegał ognisty deszcz, który powinien niepokoić jego, jak reszty towarzyszy. Ognisty opad uderzał w ziemię w losowych miejscach, wkrótce uderzył w tył głowy Nassana. Poczuł jakby ktoś rzucił go twardym kamieniem, rozbryzgającym się dookoła płomieniami. Popielca zapiekło i to mocno, pozostawiając czarne smugi po uderzeniu i przebijając się przez zbroję ze skóry - inaczej byłoby znacznie gorzej. Ślad po uderzeniu był gorący i dodatkowo bardzo dawał się we znaki poprzez dokuczające pieczenie. Popielec otrząsnął się po uderzeniu opadu ognistego, na szczęście nie był podpalony, po czym z bólem w tyle łba zaczął szukać środku transportu. Przez chwilę szukał jakby wiatru w polu, nie wiadomo za czym, nie było wśród ochotników osoby o imieniu "Karo". Jeden z Niebołusków tępo popatrzył się na Popielca, nie wiedząc o co mu chodziło oraz zaskrzeczał. Wtedy dopiero Popielec powziął po rozum do głowy i szukał dalej...




    Claire wychodząc po teleportacji również posłuchała, co Koordynator powiedział. Jednocześnie też zanim ten poszedł, wcisnęła mu swój wełniany płaszcz pozostając w skórzni z Mithrilowymi płytami i mając resztę swego wyposażenia. Sylvari jedynie z pokręceniem głowy i westchnięciem przyjął przedmiot Claire, po czym ten odszedł. Hati towarzyszyła swojej pani i wiernie stała u jej boku, spoglądając na okolicę zdewastowaną przez płomienie. Widząc kaszel Niebołuska widocznie poprawił się humor kobiecie i nie miała problemu z zaufaniem tym niebezpiecznym, ale majestatycznym stworzeniom. Papierosy pomogły nieco ukoić nerwy, ale stres nadal obijał się gdzieś z tyłu klatki piersiowej, ciążąc jak cegła. Każdy mógł czuć to podobnie, lecz mniej lub bardziej. Łowczyni sprawdzając swój ekwipunek, miała wszystko poza swoim płaszczem - rzecz jasna. Bardzo rozsądnie się postąpiła przeciągając się nieco oraz rozgrzewając. Poczuła, że teraz jest w stanie na spokojnie wytrzymać lot. Wkrótce podeszła do pewnego Niebołuska, który wpadł jest w oko tak po prostu. Kobieta poczuła, że to właśnie ten. Osobnik nieco mniejszy niż reszta, ale bardzo potężny mimo wszystko. Opanowanym wzrokiem skierował spojrzenie na Claire i łagodnie się zniżył, by Łowczyni mogła na niego wskoczyć. Co zdziwiło dość kobietę, że nie musiała zbyt bardzo się starać, by zdobyć zaufanie. Stworzenie dało się bez problemu podrapać po szyi, przy czym wydobyło ze swoich nozdrzy nieco więcej dymu, a nawet trochę płomienia. Claire była gotowa do odlotu, posprawdzała wszystko oraz było tak jak przeczuwała - pozycja do ostrzału z łuku będzie idealna, wystarczyło uważać... Na wszystko dookoła... Była uważna, lecz nie dostatecznie. Ognisty pocisk z nieba również i w nią trafił, lecz na szczęście prosto w klatkę piersiową uzbrojoną w płytę z Mithrilu. Drobna kobieta poczuła jakby lekkie popchnięcie po uderzeniu i spoglądając w dół widziała czarną smugę. Dodatkowo zapomniała o innej rzeczy, a przypomniała sobie mając wzrok skierowany w ziemię. Hati skomlając podbiegła do nogi Niebołuska i łapkami próbowała się wspiąć do swej pani. Smocze stworzenie lekko warknęło z zaskoczenia, ale nie zareagowało negatywnie. Łeb bestii spojrzał za siebie, patrząc to na Claire, to na Hati. Wilczyca czując, że pani może ją zostawić, zaczęła panikować oraz uderzać łapkami o masywne ramię Niebołuska, piszcząc. Wzięcie wilczycy na pokład przystosowany dla humanoidów, nie był dobrym pomysłem. Czas upływał, wkrótce mieli się wzbić w powietrze...



    Warden wyłaniając się po teleportacji nie spodziewał się, aż takiej zmiany otoczenia. Z natury po ogniste pustkowia. Uzbrojony w pełny ciężki pancerz człowiek wkrótce wysłuchał przemowy, czując również stres przed bitwą. W końcu mieli uderzyć w skrajnie niebezpieczną bestię. Po przemowie wymienił z żoną kilka zdań i pożegnali się, co było dla Wardena istotne i dało mu nieco ulgi. Wkrótce udał się po wybór wyposażenia i dozbroił się w plecak z włóczniami Smoczej Krwi. Zakaszlał zaciągając się powietrzem spalenizny, co dość go podirytowało. Niemniej jednak ruszył w stronę swego masywnego i silnego Niebołuska, który również nawiązał kontakt wzrokowy z Człowiekiem. Wskoczył bez problemu jednym susem jak doświadczony jeździec. Niebołusek zrobił na Wardenie dość duże wrażenie, był potężniejszy niż gryf w jego oczach, z którym jego więź niestety słabła coraz to bardziej z każdym dniem. Radny wkrótce przyzwyczaił się do siedzenia na Niebołusku i rozglądał się. Również i on oberwał pociskiem od tyłu, lecz ten wyładował niewidzialną Egidę dookoła niego. Zdziwiony Warden zauważył jedynie rozbryzg ognia oraz zjonizowaną energię magiczną. Wtedy do niego dotarło, że będzie musiał używać Egidy tylko w ostateczności, gdyż pociski mogły uderzać w niego co chwile. Uzbrojony w ciężką płytową zbroję był odporny na tego typu ataki i mógł się skupić na pilotowaniu Niebołuska. Odparł krótką przemowę do swych towarzyszy broni oraz pobłogosławił ich w imieniu Dwayny...



    Edward po teleportacji wysłuchał również wprowadzenia. Widok Niebołusek z bliska bardzo mógł go... Podekscytować. Miały wszystkie typowe cechy smoków - łuski, masywne ciała, potężne skrzydła, rogi oraz zionęły ogniem. Nie były to jakieś pomniejsze Wiverny lub Drake, były znacznie inteligentniejsze co widoczne było po ich wzroku. Co więcej Edward mógł zauważyć, że mają wysoce rozwiniętą percepcję i mogą nawet rozumieć czyjąś mowę. Mesmer wręcz wniebowzięty, aż prawie wybuchł w miejscu ze szczęścia. Gdy był czas na dozbrojenie się, wziął swój zestaw włóczni na plecy oraz na miejscu nakładał hełm. Zadowolony i prawie w pełni szczęśliwy Edward podchodził do Niebołuska, który leniwie odpoczywał w pozycji, trzymając swój łeb na obu łapach skrzyżowanych na froncie. Łeb stworzenia był masywny, a z nozdrzy wyłaniał się dym, świadcząc o mocnych przewodach przenoszących ogień oraz ogromu pokładów magii wewnątrz istoty. Wyszkolony Niebołusek przyglądał się swymi niebezpiecznymi, ale mądrymi oczyma Edwardowi. Nie przejawiał żadnych negatywnych intencji względem człowieka, wiedział, że ten będzie jego jeźdźcem. Człowiek podchodząc do bestii z Mgieł słyszał potężne oddechy oraz niebezpieczne harczenie wydobywające się z Niebołuska. Ognisty pocisk z nieba uderzył w łeb smoczej istoty, ale potężne łuski widocznie były na to odporne i rozbryznęły się pozostawiając tylko czarną smugę. Stworzenie nawet się tym nie przejęło w mały stopniu, patrzyło tylko na Edwarda, rozumiejąc go i pozwalając się osiodłać. Człowiek nie potrzebował znać większych tajemnic jeździectwa, sam Niebołusek wiedział co robić, jedynie czekał na odpowiednie sygnały i rozkazy. Marzenie Edwarda spełniło się, był jeźdźcem na potężnej smoczej istocie. Wręcz szczęśliwy człowiek był nieuważny i szybko został sprowadzony na ziemię. Zbroja Mesmera zapewne była lekka (Brak opisu pancerza, minus do ochrony!), jeden ognisty pocisk z nieba uderzył w lewy bark od frontu i przebił się, raniąc dotkliwie oraz nieco zwęglając miejsce impetu. Edward syknął i miał mniej szczęścia niż Nassan, który parę chwil wcześniej też oberwał w podobny sposób. Nie posiadał odpowiedniej ochrony magicznej czy fizycznej i nie uważał. Ludzka skóra nie posiadała futra i była znacznie bardziej podatna na takie obrażenia. Mesmer odczuwał ból i zauważył, że ma oparzenia drugiego stopnia. Miejsce zaczerwieniło się, wkrótce zapewne nastąpią pęcherze. Również doznał dość skrajnego przypadku, gdyż spod smugi uderzenia, również wyłaniało się nieco zwęglenia. Przed wylotem Edward szybko musi ogarnąć swoją ranę, przez co musiał zignorować prośbę Nassana. Odlot już za parę chwil...



    Rita zapewne była targana przeróżnymi emocjami, od zadziwienia, po pewien dreszczyk ekscytacji oraz nawet strach. Na miejscu widziała dokładnie, że to nie będzie łatwa przeprawa. Ognisty deszcz dawał o sobie znać i widziała jak jej towarzysze obrywają pociskami poprzez swą nieuwagę. Również i ona dostała w swoją ciężką zbroję, a dokładniej w okolice prawego uda od boku. Niemniej jednak jak w przypadku swych towarzyszy o lepszym opancerzeniu, odczuła popchnięcie oraz zauważyła ciemną smugę po impecie. Mogła również dojść do wniosku, że będzie musiała uważać na swoją głowę podczas lotu. Zdała sobie sprawę z tego, że nie potrafi zbyt bardzo latać na wierzchowcu, dlatego podeszła do Wardena z prośbą. Radny skinął głową i kobieta mogła się dosiąść na tyły masywnego Niebołuska, musiała tylko uważać na pociski oraz na manewry. Również jej magia wsparcia dużo by dała. Problem był jeden, kobieta nieco przeszkadzała w wydobywaniu włóczni z pleców, niemniej jednak było to do przebolenia. Kobieta widząc Niebołuska oraz otoczenie dookoła wiedziała, że to sytuacja typu - "My, abo oni". Niemniej jednak poczuła, że aura Cnoty Odwagi Wardena zapewniała jej większa stabilność emocjonalną oraz opanowanie. Kobieta dostrzegła również, że ma nieco większe doświadczenie w samych cnotach oraz będzie mogła w razie potrzeby uzupełnić braki u Wardena. Co ciekawe wyczuła dodatkową rzecz, co ją zdziwiło. Fakt, że zbrojny nie posiadał Cnoty Rozwiązania, odpowiadającą za leczenie. Tutaj mogła wykorzystać swoje talenty i wspomóc Radnego, zarówno Egidami jak efektami sferami magii podstawowego leczenia strażniczego...



    Kaeiles dosłownie weszła w domenę swego żywiołu. Sfera Balthazara oraz pustkowia pochłonięte płomieniami widocznie mocno jej odpowiadały. Ogień, popiół oraz spadające płomienie napełniały mistrzynię tej sfery magii siłą i pewnością siebie. Żywioł ten nie był kobiecie straszny. Również poczuła, że będzie w stanie go wykorzystać. Wraz z odpowiednim bardzo wysokim skupieniem oraz wykorzystaniem energii może nakierować opadające nieopodal niej pociski w dół na konkretny cel. Uderzające w jej postać opady ogniste rozbryzgiwały się, lecz nie robiły jej krzywdy po pierwsze przez tkaninę odporną na wysokie temperatury, ale tym bardziej jej mistrzostwo w danym żywiole. Niemniej jednak odepchnięcie w przypadku drobnej Kaeiles było bardziej odczuwalne i wiedziała, że musi bardzo na to uważać, być baczniejsza niż reszta towarzyszy... Inaczej Niebołusek poleci bez niej. Czuła pełną jedność z żywiołem, jednak musiała pamiętać też o innych zagrożeniach oraz opanowaniu na wierzchowcu. Pożegnała się z Wardenem, po czym wsiadła na swojego Niebołuska. Nie było jakichś osamotnionych, wszystkie trzymały się swej grupy oraz były odpowiednio wyszkolone. Podchodząc do smoczej bestii, wiedziała, że może polegać na stworzeniu. Wdrapała się i widząc, że Edward oberwał oraz nie mógł podjąć decyzji, przyjęła Nassana, który na prośbę Radnej wziął pojemnik z Wiecznym Ogniem. Obolały od oparzeń Popielec dosiadł się do Kaeiles bez problemu. Jej Niebołusek odczuł lekki dyskomfort ze względu na dużą wagę, niemniej jednak ciężar był znośny. Wkrótce obydwie postacie były gotowe do odlotu...

    Perspektywa - Eva i Alarug

    Obrazek

    Tymczasem do Aiwijczyków na froncie podchodzi Koordynator Sylvari, ten sam, który oberwał ognistym pociskiem oraz dostał płaszcz od Claire. Odparł do obecnych - Dobra, dość przygotowań. Pamiętacie mapę, tak? Musicie wzbić się w powietrze oraz lecieć w stronę platformy, tuż przed grzbietem Kralkatorrika. Sterowiec podaje raport, że wróg wyszedł na zewnątrz. Obóz Strażników Mgieł już uderza, natomiast... Olmakhan... Oni również... - Skinął głową dostając potwierdzenie z raportu.

    Uważajcie w powietrzu na dziki Brand Kralkatorrika, to kryształy, które wystrzeliwują w Was energię. Dodatkowo na ziemi będą wieżyczki przeciwlotnicze z Brandu, które chronią wroga. Unikajcie również ognia...[/b] - Sylvari podszedł do każdego i wręczył odbiornik, który można wsunąć sobie w ucho - Będę Was ostrzegać na żywo o większych niebezpieczeństwach. - Po czym dopowiedział - Uważajcie na siebie, macie zielone światło. Ruszajcie na południowy wschód, na platformę. Będzie ona widoczna jak tylko się wzniesiecie w powietrze. - Po czym Koordynator poszedł w swoją stronę z urządzeniem oraz nadzorował taktyczny przebieg misji...


    ObrazekObrazekObrazek
    Obrazek

    [+] OOC

    Deadline - 12.02.2020 -23:59

    Czas IC - Postacie mają dosłownie chwilę, by dołączyć się walki przeciw Kralkatorrikowi. Mają zielone światło, muszą lecieć na potężnego legendarnego wroga oraz stawić mu czoła.

    > Mapa dla Aracza i D4RK'a będzie w następnym odpisie.
    > Mapa z poprzedniego odpisu natomiast jest dla wszystkich na froncie. (Droga nr.3)
    > Mapa walki na froncie z Czempionem - po dotarciu na miejsce walki!

    Zagrożenie - 9/10

    >Masz pytanie, uwagę, nie rozumiesz czegoś? Pytaj via Discord


    Ostatnio edytowano Śr lut 12, 2020 5:12 pm przez Warden, łącznie edytowano 1 raz
    Góra
      Zobacz profil  
     
     Tytuł: Re: Wieczna Wojna - Rozdział II
    PostNapisane: N lut 09, 2020 2:33 pm 
    Bez rangi
    Avatar użytkownika
    Offline

    Posty: 57
    Nassan po uderzeniu w tył głowę wręcz ryknął, łapiąc się łapą za łeb i masując bolesne miejsce. Dość widocznie owy incydent zirytował popielca jeszcze bardziej.
    -Zaraza...
    Sytuacja była napięta, a instrukcje podane, nie zwlekając i zachowując zimną krew, na słowa radnej odebrał pojemnik z "Wiecznym ogniem" i dosiadł wraz z nią Niebołuska starając się jak najmniejszy ciężar sprawiać zwierzęciu oraz przybierając najbardziej dogoną pozycje dzięki której Nassan trzymał się pewniej z pojemnikiem. Przedmiot miał zamiar umiejscowić w taki sposób aby w razie konieczności skorzystać z pistoletu. Starał się również w miare możliwości unikać ognia. Przed wylotem poświecił sekunde by spojrzeć jeszcze raz w góre w niebo spowite ogniem i walką. Ogniem który przypominał mu o przeszłości...



    Góra
      Zobacz profil  
     
    Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
    Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 81 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5  Następna strona

    Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


    Kto przegląda forum

    Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


    Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
    Nie możesz odpowiadać w wątkach
    Nie możesz edytować swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów

    Szukaj:
    Skocz do:  
    cron